WOKiEm
Streszczenia WOKiEm
Binarność
0:00
-38:14

Binarność

Streszczenie książki Binary, autorstwa Zachary’ego Elliotta

TL;DR:

→ koncepcja spektrum płci to pseudonauka, podobna do astrologii albo kreacjonizmu

→ płeć występuje wyłącznie u organizmów z anizogamią (różny rozmiar gamet), u których występują dwa rodzaje gamet: większa (komórka jajowa, gameta żeńska) oraz mniejsza (plemnik, gameta męska)

→ płeć osobnika określa się na podstawie obecnie lub potencjalnie produkowanych gamet – albo męskich (płeć męska) albo żeńskich (płeć żeńska)

→ chromosomy to nie płeć ale system determinacji płci. Stąd liczba chromosomów płciowych nie zmienia płci jednostki. Osobnik z chromosomami XYY nie jest mniej lub bardziej płci męskiej niż osobnik z chromosomami XY

→ cechy związane z płcią (piersi lub ich brak, zarost lub jego brak, zachowanie wobec potomstwa itd) to nie płci, a „określanie” płci na podstawie wyglądu lub zachowania jest powielaniem szkodliwych stereotypów płciowych.


Filmy edukacyjne instytutu Paradox:

Czym są płci

Chromosomy to nie płci


Transkrypt poniżej

Dzień dobry,

witam w kolejnym odcinku Streszczeń WOKiEm, podkastu w którym streszczam to, czego nie mogę przetłumaczyć.

Dziś streszczę książkę Binary, czyli binarność, autorstwa Zachary’ego Elliotta. Ci, którzy czytają wpisy na substacku WOKiEm, znają Elliotta jako założyciela Paradox Institute, którego, filmy edukacyjne tłumaczyłam na język polski. Elliott jest z wykształcenia architektem a zajął się studiowaniem biologicznych podstaw płci gdzieś w okolicach 2017 roku, kiedy to – na Zachodzie masowo zaczęto sterylizować dzieci, aby zmienić im płeć. Dodam od siebie, że w tym samym czasie taki np. wielce mądry biolog Richard Dawkins siedział cicho jak mysz pod miotłą, żeby sobie przypadkiem kariery nie zrujnować i żeby go wciąż zapraszali na przyjęcia. No, ale o tym mówiłam w odcinkach o cenzurze w nauce, więc nie będę się tu na ten temat ponownie rozgadywać.

Jeśli chodzi o streszczaną dziś książkę: została ona wydana w 2023 roku a powodem, dla którego streszczam ją dopiero w roku 2026, jest to, że, zupełnie szczerze, do głowy mi nie przyszło, że pozbywanie się transizmu z Polski zajmie tak długo. Kiedy zakładałam Tłumaczenia WOKiEm w lutym 2023 roku, myślałam, że będzie to kwestia przetłumaczenia kilku filmów, paru artykułów i, wiecie, zajmie 6 miesięcy, góra roku, zanim polskie elyty przejrzą na oczy i przestaną promować antynaukowe brednie. Jak widać, byłam bardzo naiwna, bo 3 lata później wciąż czytam brednie o spektrum płci, korekcie płci, wrodzonej tożsamości płciowej i inne durnoty, i w pale mi się nie mieści, jak ktokolwiek może w to wierzyć.

Ale, wracając do tematu, założony przez Elliotta Paradox Institute zajmuje się obalaniem tych anty-naukowych debilizmów transizmu a jego istnienie jest najlepszym dowodem na to, jak doszczętnie transizm czy woke’izm w ogóle przejął system edukacji, włączając w to instytucje naukowe. A przejął je tak doszczętnie, że jedynym sposobem, aby wytłumaczyć ludziom, czym jest płeć, jest stworzenie kanału na YT przez architekta, a następnie strony internetowej i publikowanie materiałów edukacyjnych, wyjaśniających, czym różnią się od siebie płeć męska i żeńska, oraz dlaczego ssaki nie mogą zmienić płci. Dokładnie te same tematy porusza streszczana dziś książka, więc, jeśli zagadnienia te brzmią interesująco, zapraszam na streszczenie książki Binary, autorstwa Zachary’ego A. Elliotta.

Jak każda porządna krytyka, książka Binary rozpoczyna się przedstawieniem dogmatu religii transizmu, która opiera się na pseudonaukowej koncepcji „spektrum płci”. Elliott, całkowicie zgodnie z prawdą, opisuje koncepcję „spektrum płci” jako współczesna formę pseudonauki, podobną do astrologii czy kreacjonizmu. Powodem, dla którego koncepcja spektrum płci jest pseudonauką, jest to, że koncepcja ta prezentuje się jako naukowa, jednocześnie będąc oparta na całkowicie nienaukowych założeniach, czyli:

1) płeć nie jest zjawiskiem binarnym, jak, powiedzmy kolory biały i czarny, ale występuje na spektrum, jak różne odcienie szarości;

2) płeć męska i żeńska są konstruktami społecznymi a nie zjawiskiem biologicznym;

3) najbardziej właściwym parametrem określającym płeć jest wewnętrzne poczucie własnej tożsamości płciowej.

Autor przedstawia te trzy powyższe założenia na przykładach wiralowych postów na mediach społecznościowych, artykułów „naukofców” oraz rozmaitych osób dziennikarskich jak również filmów na YT i tym podobnych mediów, wciskających nam wszystkim dogmaty transizmu. Następnie, przedstawiwszy te przykłady, systematycznie analizuje je i obala jeden po drugim.

W tym streszczeniu, dla spójności oraz z braku miejsca, nie będę przedstawiać wszystkich przykładów, tylko przedstawię fakty biologiczne, prezentowane przez autora, od czasu do czasu podając przykłady w których przytoczenie tych faktów może być przydatne aby obalić pseudonaukę kultu trans.

Więc, zacznijmy od tego, że płci są dwie: płeć męska i żeńska. Nie istnieją żadne inne płci oraz nie istnieją formy pośrednie pomiędzy płciami. Oznacza to, że nie jest możliwe być bardziej lub mniej płci męskiej, bo płci męskiej się albo jest, albo nie jest. Podobnie, nie jest możliwe być bardziej lub mniej płci żeńskiej, bo płci żeńskiej się albo jest, albo nie jest. Nie ma żadnej innej pośredniej opcji.

Powodem, dla którego żadnej innej opcji nie ma, jest to że płeć:

1) występuje wyłącznie u gatunków, u których występuje anizogamia, czyli typ rozmnażania płciowego z udziałem dwóch gamet o różnej wielkości, jednej większej i jednej mniejszej

2) płeć określana jest na podstawie tych właśnie gamet: gameta większa jest płci żeńskiej a gameta mniejsza – płci męskiej.

Oprócz anizogamii występują inne typy rozmnażania płciowego, jak izogamia, gdzie gamety są takich samych rozmiarów. Ten typ rozmnażania płciowego występuje u pierwotniaków, jednokomórkowych glonów, grzybów i zielenic – zdecydowanie nie u ssaków – a gamety nie mają płci, ale typ kojarzeniowy. Tych typów kojarzeniowych jest zwykle dwa, ale niektóre gatunki mają ich tysiące. Tyle, że to nie jest tysiące płci, ale tysiące typów kojarzeniowych.

Jeśli chodzi o płeć jednego, konkretnego organizmu. I tu zaznaczam, płeć występuje wyłącznie u organizmów, u których występuje anizogamia. U organizmów z izogamią nie występuje płeć, ale typy kojarzeniowe. Więc, jeśli chodzi o płeć jednego, konkretnego organizmu, to płeć ta: albo żeńska, albo męska, innych opcji nie ma, ta płeć jest określana na podstawie gamet, które tej konkretny organizm produkuje albo ma potencjał produkowania. Jeśli dany, konkretny organizm produkuje lub ma potencjał produkowania gamet płci męskiej, to ten konkretny organizm jest płci męskiej. Jeśli dany konkretny organizm produkuje lub ma potencjał produkowania gamet płci żeńskiej, to ten konkretny organizm jest płci żeńskiej. Jeśli ten konkretny organizm produkuje lub ma potencjał produkowania jednocześnie gamet płci męskiej i żeńskiej, to ten konkretny organizm jest hermafrodytą czyli obojnakiem.

Obojnactwo nie występuje – nigdy – u ssaków, czyli nie występuje u człowieka. Jest dość częste u roślin i zwierząt bezkręgowych. Jeśli chodzi o rodzaje obojnactwa, to dzieli się je w zależności od tego, czy jeden osobnik produkuje gamety męskie i żeńskie jednocześnie – jak np. ślimaki, albo niejednocześnie, jak np. ryby błazenki, które mogą zmienić płeć w zależności od okoliczności. Niemniej, należy pamiętać, że u gatunków u których występuje hermafrodytyzm, wciąż występują wyłącznie dwie płci – męska i żeńska – a płeć osobnika określana jest na podstawie gamet, które ten osobnik obecnie produkuje.

Jeśli chodzi o cechy związane z płcią, jak wygląd genitaliów, kształt ciała, zachowanie w stosunku do potomstwa czy też obecność owłosienia, to cechy te nie określają płci, a li i jedynie z niej wynikają. Stąd, np., wiemy i potrafimy stwierdzić, że u koników morskich to samiec inkubuje jaja i, można powiedzieć, rodzi potomstwo. Bo u koników morskich osobniki, które inkubują jaja i „rodzą” potomstwo produkują gamety płci męskiej. Stąd wiemy, że to samce.

Ale naukofcy oraz inne osoby tfórczo-pisarskie, promujące pseudonaukowe dogmaty transizmu, albo celowo albo bezrozumnie, mylą płeć z cechami związanymi z płcią i tym samym wprowadzają w błąd odbiorców, którzy nie są na tyle zorientowani w biologii, żeby zrozumieć różnicę pomiędzy płcią i cechami związanymi z płcią. I stąd, jak pisze Elliott, biorą się takie „dowody” na spektrum płci jak:

- samice hien z penisami

Wprawdzie u samic hien genitalia wyglądają bardziej, nazwijmy to „męsko” niż „żeńsko”, ale, wiedząc już, że w biologii płeć określa się na podstawie gamet a nie wyglądu genitaliów, wiemy, że wygląd genitaliów nie określa płci, ale określa ją typ produkowanych przez konkretną jednostkę gamet. Ponieważ samice hieny produkują duży typ gamet – komórki jajowe – wiemy, że te samice hieny są zdecydowanie i bez wątpienia płci żeńskiej. A genitalia tych samic nie wyglądają jak genitalia, powiedzmy, lwic, nie dlatego, że te samice mają męskie genitalia, ale dlatego, że u tego, konkretnego gatunku zwierzęcia – u hieny – u samic występują znacznych rozmiarów łechtaczki.

I teraz tak, pomimo tego, że łechtaczka i penis to struktury homologiczne. Homologiczne oznacza, że te struktury rozwijają się z tej samej tkanki, ale nie, że są tym samym. Więc, pomimo tego, że łechtaczka i penis to struktury homologiczne, te struktury nie są tym samym. Łechtaczka to łechtaczka a penis to penis. W tym konkretnym przykładzie, wiemy na pewno, że samice to samice a ich nietypowe genitalia… Nietypowe w porównaniu z innymi gatunkami ssaków, a nie nietypowe u hien, bo samice hien mają genitalia typowe dla hien. Więc, wiemy na pewno, że nietypowe międzygatunkowi genitalia samic hien to nie penisy, ale łechtaczki, bo te samice mają również jajniki, produkujące komórki jajowe, a nie mają jąder produkujących spermę.

- samce nietoperza z laktacją

U dajakolotów sundajskich, gatunku nietoperza, zaobserwowano występowanie laktacji u samców. Wprawdzie nie zaobserwowano, żeby samce karmiły młode, niemniej, wg oszołomów transizmu, ma to oznaczać, że płeć nie jest binarna, ale ma spektrum.

Tu może dodam, że autor nie nazywa tfórcow tych debilnych teorii oszołomami transizmu, tylko ja ich tak nazywam. Elliott zazwyczaj nazywa ich pseudonaukowcami albo teoretykami spektrum płci i dlatego on wydaje książki, a ja hobbystycznie je streszczam w podkaście.

Niemniej, podobnie jak z hienami, z dajakolotami sundajskimi, również bez wątpienia możliwe jest określenie płci osobników z laktacją. Te osobniki, które produkują mleko i komórki jajowe to samice, a te, które produkują mleko i spermę to samce. Ani u tego, ani u jakiegokolwiek gatunku, u którego występuje płeć, nie ma trzeciej płci, spektrum płci, wątpliwości co do płci ani niczego innego oprócz 100% binarnej płci: męskiej i żeńskiej.

Jeśli chodzi o chromosomy płciowe, to autor zaznacza, podkreśla i tłumaczy kilka razy, że chromosomy płciowe to nie płeć, ale system determinacji płci – u ssaków i ptaków. U ssaków występują chromosomy X i Y, a wystąpienie wyłącznie chromosomów X u danego osobnika w szalonej większości przypadków determinuje rozwój płci żeńskiej. Zaznaczam, że w szalonej większości, bo nie zawsze, co wytłumaczę dalej, ale na razie chcę się skupić na systemach determinacji płci. Tak więc, u ssaków same chromosomy XX determinują rozwój płci żeńskiej u danego osobnika, a obecność chociaż jednego chromosomu Y determinuje rozwój płci męskiej. U ptaków jest inaczej. Również występują u nich dwa typy chromosomów płciowych, ale nie są to chromosomy X i Y, ale Z i W. Obecność wyłącznie chromosomów Z determinuje rozwój płci męskiej, a obecność chromosomu W – płci żeńskiej. U innych zwierząt, jak na przykład u krokodyli, jest jeszcze inaczej. U krokodyli płeć osobnika nie jest determinowana przez chromosomy, ale przez temperaturę inkubacji jajek. Jaja inkubowane w temperaturze około 34°C i wyższej rozwijają się jako samce, natomiast jaja w temperaturze około 30°C rozwijają się jako samice.

Tak więc: systemów determinacji płci jest kilka, ale płci są wciąż li i jedynie dwie. Bez względu na to, czy dany, powiedzmy, pies ma chromosomy XY czy XXY, ten pies rozwija się jako płci męskiej. Nie płci bardziej lub mniej męskiej. Płci męskiej. Kopka. Bez względu na to, czy dany ptak ma chromosomy ZW czy ZZW, ten ptak cały czas rozwinie się jako płci żeńskiej. Nie bardziej żeńskiej i mniej żeńskiej, tylko płci żeńskiej. Kropka. Bez względu na to, czy temperatura inkubacji będzie wynosiła 34°C czy 34.5°C, dany krokodyl będzie płci męskiej. Wyłącznie męskiej. Nie bardziej lub mniej męskiej.

Ale, oszołomy transizmu twierdzą, że różna liczba chromosomów płciowych u ludzi świadczy o istnieniu więcej niż dwóch płci. Co zadziwiające, nie twierdzą natomiast, że u krokodyli występuje spektrum płci, w zależności od tego, czy jajko jest inkubowane w temperaturze 34, 34.1, 34,2. 34,3 czy też 34,31°C. Co, zupełnie nawiasem mówiąc jest porażającym brakiem wewnętrznej logiki transizmu, bo jeśli, jak twierdzą transy, każdy dodatkowy czy brakujący chromosom to inna płeć, to każda temperatura inkubacji również powinna stanowić inną płeć. Ale nikt nie mówi o spektrum płci u krokodyli, natomiast ideolodzy spektrum płci twierdzą, że różna liczba chromosomów oznacza różną liczbę płci. A twierdzą tak pomimo tego, że każda jedna osoba dotknięta tego typu zaburzeniem genetycznym jest wyłącznie jednej płci: męskiej lub żeńskiej.

I tu, myślę sobie, wymienię wszystkie wspomniane w książce zaburzenia dotyczące liczby chromosomów płci, bo już mi się nie chce pisać odpowiedzi na mediach społecznościowych a jeśli te zaburzenia wymienię tu, to będę miała do czego zalinkować, zamiast pisać wszystko od nowa.

Więc, standardowy kariotyp u ludzi płci żeńskiej to XX, a u ludzi płci męskiej to XY. Ale może się zdarzyć, w wyniku błędów genetycznych podczas podziału komórkowego, w gametach rodziców dochodzi do nondysjunkcji, czyli nierównomiernego rozdzielenia chromosomów pomiędzy gametami. W takich przypadkach gamety nie mają tylko jednego chromosomu płciowego X lub Y, ale mają tych chromosomów więcej albo mniej, co, w wypadku udanego zapłodnienia tych gamet prowadzi do nieprawidłowej liczby chromosomów u potomstwa.

Elliott wymienia kilka zaburzeń wynikających z tego zjawiska:

Występujący wyłącznie u mężczyzn zespół Klinefeltera, który charakteryzuje się kariotypem XXY. Mężczyźni dotknięci tym zaburzeniem genetycznym są bez wątpienia płci męskiej, mają jądra, nasieniowody oraz penis a także są zdolni to produkcji gamet. Mężczyźni dotknięci zespołem Klinefeltera nie są mniej mężczyznami niż inni mężczyźni i bez absolutnie żadnych wątpliwości nie są kobietami, bardziej kobietami, ani nic podobnego.

Występujący wyłącznie u kobiet zespół Turnera, charakteryzujący się kariotypem XO. Kobiety z zespołem Turnera są bez wątpienia płci żeńskiej. Mają jajniki, macicę z szyjką macicy, zewnętrzne żeńskie narządy płciowe i z pewnością nie są mniej lub bardziej płci żeńskiej niż inne kobiety.

Dalej mamy zespół Jacoba, czyli kariotyp XYY, występujący wyłącznie u mężczyzn, którzy, pomimo podwójnego chromosomu Y wciąż są takimi samymi mężczyznami jak inni mężczyźni.

Następny jest zespół potrójnego chromosomu X, jak sama nazwa wskazuje, dotykający kobiet z kariotypem XXX. Znów, są to kobiety. Nie bardziej kobiety, nie mniej kobiety. Po prostu kobiety a nie jakieś trzecie czy czwarte płci.

Innym zaburzeniem genetycznym związanym z chromosomami płciowymi, są zaburzenia dotyczące zmiany pozycji genu SRY. Elliott tłumaczy – opierając się na literaturze naukowej sprzed wybuchu transizmu – że gen SRY pełni rolę głównego przełącznika w determinacji płci męskiej u ssaków, w tym u ludzi. Normalnie gen SRY znajduje się na chromosomie Y – stąd obecność tego chromosomu determinuje rozwój płci męskiej u ssaków. Ale czasem, bardzo rzadko, raz na 20,000 przypadków, zdarza się, że w czasie podziału komórkowego, gen SRY przechodzi z chromosomu Y na chromosom X. Wtedy, pomimo kariotypu XX, organizm rozwija się jako płeć męska, czyli, jeśli taka translokacja dotyczy człowieka, ten człowiek rozwija się jako mężczyzna. I znów – nie jest to trzecia albo piąta płeć. Ten mężczyzna, dotknięty tą wadą genetyczną, która, tak przy okazji, nazywa się zespół męski XX, nie jest mniej mężczyzną czy bardziej kobietą. Jest mężczyzną. Kropka.

Oprócz wad genetycznych, ssaki, w tym ludzie, mogą być dotknięci wadami rozwojowymi. Opisując te wady rozwojowe, autor tłumaczy rozwój płci u ssaków dość szczegółowo, przy okazji obalając pokutujący do dziś mit, że wszyscy zaczynamy życie płodowe jako płeć żeńska, a płeć męska rozwija się z żeńskiej. To jest niepoprawne faktograficznie, bo u ssaków w życiu płodowym, przed rozwojem układu rozrodczego, każdy embrion jest obojętny płciowo, gdyż posiada zarówno przewody Wolffa – struktury z których rozwija się męski układ rozrodczy, jak i przewody Müllera – struktury z których rozwija się żeński układ rozrodczy. U embrionów z genem SRY, ekspresja tego genu powoduje rozwój jąder, które z kolei zaczynają wytwarzać coś, co się nazywa hormon antymüllerowski i co powoduje zanik przewodów Müllera. Jeśli jednak brak jest genu SRY, to jądra się nie rozwijają, a z powodu braku androgenów oraz hormonu antymüllerowskiego, przewody Wolfa zanikają a rozwijają się dalej przewody Müllera.

Ten normalny rozwój męskiego i żeńskiego układu rozrodczego może zostać zaburzony. Np, u kobiet dotkniętych zespołem Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera, przewody Müllera nie rozwijają się prawidłowo, co prowadzi do niewykształcenia się lub niepełnego wykształcenia się pochwy i macicy – które to organy rozwijają się z przewodów Müllera. Niekiedy u płodów płci męskiej, z powodu wady genetycznej, hormon antymüllerowski nie działa prawidłowo, co prowadzi do dalszego rozwoju przewodów Müllera. To zaburzenie nazywa się zespołem przetrwałego przewodu Müllera, dotyka wyłącznie mężczyzn i manifestuje się występowaniem u tych mężczyzn struktur, które normalnie rozwijają się z przewodów Müllera, czyli jajowodów, macicy, szyjki macicy i pochwy. I znów: ani kobiety z zespołem Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera, ani mężczyźni z zespołem przetrwałego przewodu Müllera nie są trzeciej, piątej lub dziesiątej płci. Są 100% kobietami i mężczyznami, mają normalnie funkcjonujące gonady, produkujące normalne gamety, kobiety: komórki jajowe a mężczyźni: spermę.

To, na co wielokrotnie zwraca uwagę autor, to to, że we wszystkich opisanych wyżej zaburzeniach genetycznych i rozwojowych, dotknięci tymi zaburzeniami mężczyźni i kobiety są jednoznacznie i bez żadnych wątpliwości mężczyznami i kobietami a ich płeć może być bezbłędnie rozpoznana metodą obserwacji, czy to genitaliów przy urodzeniu, czy też po prostu po wyglądzie dorosłych ludzi, bo jak wszyscy wiemy, ludzie należą do gatunków dymorficznych płciowo, czyli gatunków, w których istnieją wyraźne i oczywiste różnice w wyglądzie osobników płci męskiej i żeńskiej.

Zaznaczając to Elliott przy okazji obala inną bzdurną doktrynę transizmu, a mianowicie taką, że nie istnieje ani jedna cecha, która pozwalałaby różnicować płeć męską od żeńskiej. Oczywiście taka cecha istnieje i jest nią produkcja lub potencjał produkcji gamet. Ale ideologowie transizmu pomijają gamety i odwołują się do takich cech fizycznych, jak piersi, broda i wąsy, długie włosy czy też wygląd genitaliów. Autor podkreśla, że płeć jest zjawiskiem biologicznym i uniwersalnym, a nie specyficznym gatunkowo czy kulturowo. To, że w jednej kulturze czy gatunku samce mają długie włosy a samice, powiedzmy, przerośnięte łechtaczki nie znaczy, że u innego gatunku cechy te determinują płeć. To, że osobniki jakiegoś tam gatunku mogą zmienić płeć, nie oznacza, że osobniki innego gatunku mogą zmienić płeć.

Płeć określana jest na podstawie gamet – których są wyłącznie dwa typy, gameta męska, czyli sperma i gameta żeńska czyli komórka jajowa. Cała reszta cech związanych z płcią, jak wygląd genitaliów, rozwój gruczołu mlekowego, długość włosów czy zachowania wobec potomstwa jest specyficzna gatunkowo – a w przypadku ludzi również kulturowo – i wynika z płci. Jest wtórna do płci a nie ją określa. Upieranie się, że płeć zależy od wyglądu czy zachowania jest bezmyślnym powielaniem durnych stereotypów i nie ma nic wspólnego z nauką czy nawet zdrowym funkcjonowaniem wolnego, demokratycznego społeczeństwa. Ponadto, ścisłe określanie „norm płciowych”, jako powiedzmy: kobietą jest tylko osobnik, który ma piersi, macicę, pochwę, określonych rozmiarów łechtaczkę oraz brak zarostu na twarzy, i jednocześnie określanie kobiet z zarostem czy też bez piersi lub bez macicy jako nie kobiet, mniej kobiet czy też częściowo mężczyzn jest obraźliwe i stygmatyzujące zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Bo to, że ktoś nie pasuje idealnie do jakichś tam wydumanych „norm płciowych” nie znaczy, że ten ktoś jest mniej lub bardziej płci, której jest. Kobieta z przerostem łechtaczki jest i zawsze będzie kobietą. Mężczyzna z małym penisem również jest i zawsze będzie mężczyzną.

Może jeszcze wspomnę o tym, tzw, „przypisywaniu płci przy urodzeniu”, czyli, jak twierdzą zwolennicy pseudonaukowej teorii spektrum płci, przemocowym misgenderowaniu noworodków. O tym Elliott pisze krótko i zwięźle: płeć 99.99-99,98% noworodków u ludzi jest oczywista i łatwa do określenia metodą obserwacji. Co więcej, płeć dziecka określa się zwykle nie przy urodzeniu ale w czasie badań prenatalnych – np. przy pomocy USG. Płeć można również pewnie i jednoznacznie ustalić metodą badań genetycznych. Ponadto, u 0,01 do 0,02% noworodków czy też nienarodzonych dzieci, których genitalia mają niejednoznaczny wygląd — ze względu na niedorozwój narządów płciowych lub inne wady genetyczne czy rozwojowe — płeć można ustalić poprzez analizę genów, gonad i wewnętrznych narządów płciowych. Na obecnym poziomie diagnostyki medycznej zawsze i w każdym wypadku możliwe jest jednoznaczne określenie płci każdego człowieka, bez względu na to, jakim zaburzeniem: genetycznym, rozwojowym czy nabytym w dorosłym życiu, dotknięty jest ten konkretny człowiek. A ponieważ ludzie są ssakami a ssaki nie mogą zmienić płci, jak już się tę płeć określi raz, to do końca życia każdego człowieka wiadomo, jakiej płci ten człowiek jest. Kropka.

No i jeszcze autor wspomina, znów kilkukrotnie, że te wszystkie brednie ideologów transizmu, wymieniających całe rzesze rzekomo innych płci, nie wymieniają żadnych innych płci, oprócz płci męskiej i żeńskiej. Ci ideolodzy, oczywiście błędnie, twierdzą, że jednostka dotknięta jakąś tam wadą czy zaburzeniem jest mniej płci męskiej albo mniej płci żeńskiej, co, naturalnie jest bzdurą, niemniej wciąż opiera się na wyłącznie dwóch płciach: męskiej i żeńskiej. Nikt, nawet najbardziej zagorzali ideolodzy transizmu, nie mają najmniejszych dowodów lub przykładów na to, że jakikolwiek organizm kiedykolwiek i w jakichkolwiek okolicznościach może być nie binarny tudzież jakiejkolwiek innej, nie męskiej i nie żeńskiej płci. Jeśli płeć byłaby spektrum, to istniałoby spektrum gamet – a takie spektrum nie istnieje. Nawet u organizmów hermafrodytycznych gonady produkują wyłącznie gamety męskie i żeńskie, a nie jakieś trzecie czy dziesiąte niebinarne gamety. Tak więc, spektrum płci to pseudonaukowa brednia. Płci są dwie: męska i żeńska. Płeć to binarność a nie spektrum.

I to tyle jeśli chodzi o streszczenie książki Binary autorstwa Zachary’ego Elliotta. Jeśli coś w dzisiejszym podkaście wydało się wam niezrozumiałe, to zachęcam do obejrzenia filmów edukacyjnych Paradox Institute, które, z polskimi napisami dostępne są na substacku WOKiEm oraz na YT. Zalinkuję do tych filmów w notatkach do dzisiejszego odcinka.

Za dwa tygodnie prawdopodobnie streszczę książkę Populist Delusion, która mówi o tym, że demokracja nigdy nie istniała i nie może istnieć i, co więcej oraz niestety, mówi o tym w sposób przekonujący. Więc będzie, bardzo mi przykro, depresyjnie.

A na razie, dziękuję za uwagę i do usłyszenia za dwa tygodnie.

Dziękuję.

Discussion about this episode

User's avatar

Ready for more?