WOKiEm
Streszczenia WOKiEm
Gównowacenie
0:00
-36:20

Gównowacenie

Streszczenie książki Enshittification, autorstwa Cory’ego Doctorowa

TL;DR

→ gównowacenie, to obecnie obowiązujący model świadczenia usług internetowych, w którym zarówno użytkownicy jak i partnerzy biznesowi są dojeni z kasy przez świadczące gówniane usługi platformy

→ w obecnym modelu technofeudalizmu użytkownicy nie są właścicielami produktów, ale płacą platformom za możliwość dostępu do usług, nie mając jednocześnie żadnego wpływu na jakość świadczonych usług oraz – ze względu na monopolizację e-biznesu – nie mając możliwości zmiany platformy świadczącej te usługi.

→ Jeśli ekspansja technofeudalizmu nie zostanie zatrzymana, gównowacenie będzie postępować dopóki wszystko nie zmieni się w jedną wielką kupę gówna.


Transkrypt poniżej


Dzień dobry,

Witam w nowym roku i w 50 odcinku Streszczeń WOKiEm, podkastu w którym streszczam to, czego nie mogę przetłumaczyć.

A ja nazywam się Magda Lewandowska o czym ciągle zapominam wspomnieć.

Dziś streszczę wydaną w październiku ubiegłego roku książkę „Enshittification”, czyli, jak tytuł dzisiejszego podkastu wskazuje – Gównowacenie

Książka „Enshittification” napisana została przez Cory’ego Doctorowa, kanadyjskiego bloggera, dziennikarza i pisarza literatury fantastyczno naukowej, który znany jest polskim czytelnikom z przetłumaczonej na język polski książki Mały Brat.

Na całym świecie Doctorow znany jest ze stworzenia neologizmu – enshittification, czyli gównowacenie właśnie, który to neologizm opisuje zjawisko typowe dla rynku internetowego, na którym jakość produktów i usług ma zadziwiającą tendencję do nieustannego i, zdaje się, niemożliwego do zatrzymania, pogarszania się, dopóki ta jakość nie stanie się absolutnie gówniana i wtedy produkt lub usługa pada. A w streszczanej dziś książce Doctorow podejmuje próbę wytłumaczenia dlaczego zjawisko gównowacenia ma miejsce i jak temu zjawisku zapobiec.

Więc, jeśli temat wydaje wam się interesujący, zapraszam na streszczenie książki Enshittification autorstwa Cory’ego Doctorowa

Streszczenie książki Enshittification muszę zacząć od uwagi czy też zastrzeżenia, że książka ta jest jedną z najbardziej schizofrenicznych, lewackich książek jakie przeczytałam w ciągu ostatnich jakiś 6 miesięcy. Jak wiecie – albo nie, jeśli dziś słuchacie mnie po raz pierwszy – jakieś 6 miesięcy temu, w związku z zarzutami, że moje lektury są stronnicze, bo czytam tylko „prawicowych” autorów, podjęłam wyzwanie i zaczęłam czytać lewicowych autorów – autorów, którzy określają się jako lewicowi, bo tak na dobrą sprawę nie jestem pewna, czy pojęcia lewica i prawica mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie na współczesnej scenie politycznej. Więc zaczęłam czytać autorów, którzy określają się jako lewacy, takich jak Ezra Klein, Derek Thompson, Frank Bruni, Samuel Miller McDonald, Victoria Smith czy Julia Shaw. Niektóre książki tych autorów streściłam, ale większość tylko skomentowałam na X, bo były tak durne, że po prostu ręce opadają.

Ale książka Enshittification nie jest durna, tylko schizofreniczna. Obserwacje i analizy, które przeprowadza Doctorow absolutnie mają sens w odniesieniu to mechanizmów degrengolady usług internetowych, ale jednocześnie, jak się wydaje, lewackie skrzywienie autora uniemożliwia mu stosowanie jednolitej logiki w całości jego rozumowania. Np, mówiąc o zgównowaceniu Facebooka krytykuje cenzurę na tej platformie, ale mówiąc o zgównowaceniu Twittera, ani słowem nie wspomina o cenzurze na Twitterze przed zakupem tej platformy przez Muska. Ani mru mru o tym, że użytkownicy, włączając w to prezydenta USA Trumpa, byli banowani z Twittera za tak kontrowersyjne twierdzenia, że mężczyzna to nie kobieta, że w czasie pandemii wirusa, który zabija wyłącznie starszych i/lub chorych ludzi nie trzeba zamykać szkół, że nie można zmuszać ludzi do przyjmowania eksperymentalnej terapii genowej, albo że bez względu na orientację polityczną, wszyscy obywatele mają takie same prawa. Wg Doctorowa, Twitter był świątynią wolności słowa a potem przyszedł Musk i go zepsuł.

Innym przykładem schizofrenii jest twierdzenie, że korporacje nie mogą wymuszać na klientach stosowanie jednego rodzaju kabla, bo to uniemożliwia zdrową konkurencję, ale jak Unia Europejska to wymusza, to już jest absolutnie wspaniale, chociaż nie ma już mowy o zdrowej konkurencji w wynajdowaniu nowych rodzajów kabla.

W książce pełno jest takich schizofrenicznych kwiatków. Jest ich na tyle dużo, że aż momentami musiałam odłożyć lekturę, bo bardzo trudno jest czytać przewracając oczami. No, ale, ogólnie, książka przedstawia interesujący punkt widzenia i robi kilka ważnych obserwacji oraz analiz, w związku z tym skupię się na tym co ma sens, może tylko od czasu do czasu wspominając o schizofrenicznych odlotach autora.

Więc, książka zaczyna się od wyjaśnienia zjawiska i procesów gównowacenia, czyli, jak już wspomniałam, stałego i wszechobecnego pogarszania jakości usług internetowych i cyfrowych.

Autor zaznacza, że gównowacenie jest procesem, a nie stanem i że proces ten ma 4 fazy:

1. Faza pierwsza to rozpoczęcie świadczenia usługi, kiedy to oferowana usługa jest optymalizowana, aby zachęcić maksymalną liczbę użytkowników. Przykładem tu może być Facebook, który zaczął jako internetowa platforma mediów społecznościowych, dostępna tylko dla studentów – żeby się zalogować na FB trzeba było mieć adres e-mailowy z końcówką .edu. Ten system był o tyle skuteczny, że takie e-maile były, naturalnie, weryfikowane przez uniwersytety, stąd na platformę mogli się zalogować wyłącznie prawdziwi ludzie i każdy z tych prawdziwych ludzi mógł mieć tylko jedno konto, co w oczywisty sposób zapewniało brak botów, trolli, spamerów i innych patologii. Ale, w miarę jak do platformy dołączało coraz więcej studentów, inwestorzy dostrzegli komercyjny potencjał Facebooka i zaczęli inwestować w tę platformę, przewidując przyszłe zyski. Ponieważ wartość Facebooka jako inwestycji zależała od liczby użytkowników, Zuckerberg otworzył platformę na użytkowników spoza uniwersytetów, ze zwykłymi, nie-weryfikowanymi e-mailami i zaczął ją promować jako wolną od szpiegowania i reklam alternatywę dla MySpace.

Jak nie wiecie co to jest MySpace, to przypominam, że w latach 2005-2008 był to największy serwis społecznościowy na świecie. W 2005 roku MySpace zostało kupione przez Roberta Murdocha, co spowodowało inwazję reklam, oraz dalsze nasilenie spamu, botów, trolli i wszelkiego rodzaju syfu. Ponieważ w tym samym okresie rozwijał się Facebook – wówczas posiadający reputację wolnego od reklam i spamu, botów i trolli, większość użytkowników przeniosła się na Facebooka. W 2011 roku Murdoch sprzedał MySpace z gigantyczną stratą, bo kupił tę platformę za 580 milionów dolarów a sprzedał za 35 milionów.

Ale, wracając do Facebooka – w tamtych czasach Zuckerberg promował swoją platformę jako wolną od szpiegowania, reklam i botów. Kasa inwestorów wydawana była na ulepszanie usług dla użytkownika – oferowanie treści bez reklam, treści wyłącznie od osób/stron, którymi użytkownik był zainteresowany, ułatwianie przejścia z innych platform mediów społecznościowych – przede wszystkim z MySpace, dla której to platformy Facebook miał bota, umożliwiającego pozostawanie w kontakcie z użytkownikami MySpace. Jak można sobie wyobrazić, wszyscy byli zachwyceni, ściągali masowo do Facebooka i tam budowali nowe społeczności, grupy, strony i, ogólnie, obecność.

To na co Doctorow kładzie nacisk, to to, że platformy społecznościowe mogą działać wyłącznie, jeśli jest na nich obecna społeczność. Nikt nie loguje się na platformy, na których nie ma znajomych, jakiś celebrytów do obserwowania czy też grup, do których chce się dołączyć. No, ale każdy kij ma dwa końce, a na drugim końcu tego kija jest to, że jak już się na danej platformie ma znajomych, grupy czy też celebrytów, to trudniej jest tę platformę opuścić. I to właśnie ta właściwość mediów społecznościowych umożliwia usługom internetowym przejście do fazy 2 gównowacenia

2. Faza druga to faza w której wykorzystuje się użytkowników aby zadowolić partnerów biznesowych – np. reklamodawców. Przechodząc przez tę fazę Facebook zaczął modyfikować pokazywane użytkownikom treści, zmniejszając udział treści, które użytkownik chce oglądać, a z zwiększając udział reklam tudzież innych promowanych postów. Po zalogowaniu się na Facebooka strona główna przestała być listą uporządkowanych chronologicznie postów od znajomych a zaczęła być ścianą reklam i płatnych promocji. Jednocześnie Facebook zaczął intensywnie śledzić zaangażowanie użytkowników, aby zebrane informacje sprzedawać reklamodawcom, poprzez oferowanie usługi kierowania reklam do użytkowników o precyzyjnie określonych cechach: wieku, płci, miejscu zamieszkania, hobby czy też typ obserwowanych stron.

W książce często pojawiają się nawiązania do kultowego niemal artykułu Diny Srinivasan, zatytułowanego „The Antitrust Case Against Facebook”, czyli, w luźnym tłumaczeniu, rzecz przeciwko monopolistom na przykładzie Facebooka. Ten artykuł opublikowany został w 2019 roku i stał się fundamentem późniejszych pozwów sądowych przeciwko Facebookowi, dotyczących łamania praw konsumenta i braku ochrony prywatności użytkowników. W tym artykule Srinivasan podaje, że Facebook świadomie wprowadzał funkcje, których użytkownicy nie chcieli, tylko po to, by zbierać więcej danych o użytkownikach i te dane potem sprzedawać.

Tak więc, w fazie 1 gównowacenia Facebook związał ze sobą użytkowników, a w fazie 2 związał ze sobą reklamodawców oraz, dzięki agresywnej promocji reklam na Facebooku jako jedynych, które mogą skutecznie dotrzeć do odpowiedniego konsumenta, niemal zdominował rynek reklam internetowych, stając się, zasadniczo, monopolistą, co umożliwiło Facebookowi przejście do fazy 3 gównowacenia.

3. Faza 3 to faza w której eksploatowani są zarówno użytkownicy jak i partnerzy biznesowi – czyli w przypadku Facebooka reklamodawcy i twórcy treści publikowanych na platformie. Celem tej fazy jest oczywiście wyciągnięcie maksymalnych zysków dla Facebooka, kosztem wszystkich. W ramach dojenia wszystkich FB najpierw zaczął wymagać kasy za jakąkolwiek widoczność – jeśli treści nie były promowane za odpowiednią opłatą, po prostu nie były nikomu pokazywane. Ale w miarę upływu czasu takie podejście okazało się zbyt mało zyskowne, więc FB zmienił model na taki, w którym nic nikomu się nie pokazuje w taki sposób w jaki zostało zamówione/opłacone przez reklamodawców. Tu autor podaje przykład korporacji Procter & Gamble, która w 2018 roku całkowicie przestała płacić za cyfrowe reklamy – za które wcześniej płaciła 200 milionów dolarów rocznie – i okazało się, że sprzedaż produktów tej korporacji nie tylko nie spadła, ale wręcz się zwiększyła o 10%, co oznacza, że te reklamy, które miały być rzekomo kierowane do starannie wybranych konsumentów, albo były pokazywane losowo wybranym użytkownikom, albo w ogóle nie były pokazywane.

Twórcy treści też nie mieli lepiej. FB ograniczył widoczność linków, więc trzeba było wklejać więcej tekstu do postów, aby posty się odbiorcom pokazywały i aby zachęcić ich do kliknięcia linku – w komentarzach. To ograniczyło użytkownikom dostęp do, np., tradycyjnych mediów, jak strony internetowe gazet czy radia, oraz ograniczyło ruch na tych stronach. Wg autora to jest właśnie przyczyną, jak to autor nazywa, „szerzenia się misinformacji”, bo, o czym chyba jeszcze nie wspomniałam, Doctorow z nieznanych mi powodów, jest przekonany że tradycyjne media mówią prawdę, całą prawdę i nic innego tylko prawdę, a np. lekarze czy epidemiolodzy to 100% całkowicie kłamią, jeśli na FB piszą, że COVID nie zabija dzieci i większości zdrowych dorosłych. No, ale to nawiasem mówiąc.

A wracając do fazy 3, wraz z obniżeniem jakości usług, zwiększyła się liczba reklam, botów, trolli i różnego rodzaju internetowych przekrętów, bo takowe również zwiększają zyski FB, poprzez zwiększanie ogólnego ruchu na platformie. Ponadto FB zaczął również konkurować z e-businessem poprzez otwarcie Marketplace, gdzie można kupić towary, wcześniej sprzedawane przez reklamodawców.

4. I tak właśnie przechodzimy do fazy 4, czyli jednego wielkiego, bezużytecznego gówna, którym stał się np. Facebook. Problem z tym gównem jest taki, że w fazach 1, 2 i 3 Facebook pozbył się konkurencji, stał się uniwersalnym sposobem na utrzymywanie tak zwanej obecności firm na mediach społecznościowych, grupy na FB stały się ważnym źródłem informacji czy, nie wiem, wsparcia dla użytkowników, stąd koszt opuszczenia platformy dla wielu użytkowników jest zbyt duży, a jak na innych platformach użytkowników nie ma, to reklamodawcom czy twórcom treści nie opłaca się przenosić na inne platformy.

Oprócz Facebooka Doktorow analizuje gównowacenie innych platform czy firm, jak Google, Amazon, Apple, Microsoft czy Hewlett-Packard. Nie będę opowiadała tu całych historii gównowacenia tych biznesów, ale podam tylko przykłady kilku kwiatków, żebyście wiedzieli o co chodzi oraz żeby się pochwalić, że od jakichś 3 miesięcy nie używam smartfona, a jakiś miesiąc temu przeszłam z Windowsa na Linuxa i bardzo sobie to chwalę, bo nie dość, że mam więcej czasu, lepiej śpię i lepiej się skupiam, to jeszcze na dodatek, żadna korporacja mnie nie śledzi, nie kradnie moich danych a stary komputer chodzi tak szybko, że aż się nie mogę nadziwić.

Więc, przykłady końcowej fazy 3 gównowacenia:

Google tak doi użytkowników, że celowo obniża jakość wyników wyszukiwania, aby użytkownik musiał zadać pytanie kilka razy, co umożliwia Google wyświetlenie użytkownikowi większej liczby reklam.

Amazon nie tylko doi prowizje od sprzedających – te prowizje sięgają nawet 50% wartości sprzedaży, bo do 15% bazowej prowizji dodają się jeszcze opłaty za magazyn, transport, logistykę, reklamę itd. Amazon również doi kasę od kupujących, którym celowo nie pokazuje w wynikach wyszukiwania tego, czego szukają, ale pokazuje im coś innego, co jest albo droższe, albo jest podróbką Amazona, bo Amazon również produkuje własne wersje najbardziej popularnych produktów, sprzedawanych na Amazonie.

O fatalnych warunkach, w jakich pracują pracownicy Amazona nie będę wspominać, bo sprawa jest na tyle znana, że w Polsce też się o tym mówi, ale jak ktoś nie słyszał, to w notatkach załączę link, żeby sobie poczytać na ten temat.

O przekrętach Appla też pewnie wszyscy wiedzą, ale nie wiem, czy wszyscy wiedzą, że to nie jest tak, że Apple nie kradnie danych użytkowników produktów Appla. Wprawdzie Apple nie pozwala na gromadzenia danych użytkownika przez inne firmy, jak np. Google, ale za to Apple sam te dane gromadzi a następnie je sprzedaje w ramach usług marketingowych. Ponadto, jak się okazuje, Apple celowo ogranicza dwustronne szyfrowanie SMSów wysyłanych z iPhona do Androida, bo chce, żeby ludzie sobie kupowali iPhony a nie Androidy. Kiedy nastolatek James Gill rozgryzł szyfrowanie SMSów na iPhonach, przedsiębiorca Eric Migicovsky wykorzystał to w tworzeniu apki Beeper Mini, która umożliwiała szyfrowanie SMSów wysyłanych z iPhonów do telefonów Androida – co, jak zapewniał Apple miało być całkowicie niemożliwe, ze względu na niekompatybilność tych systemów operacyjnych. Najbardziej się chyba uśmiałam z opisów kultu użytkowników iPhonów, którzy się oburzyli tym, że SMSy z iPhona do Androida mogą być szyfrowane, gdyż, jak Doctorow napisał „Apple opanowało do perfekcji przedziwny trik, polegający na przekonywaniu swoich klientów, że zakup elektroniki od firmy wartej 3 biliony dolarów czyni cię członkiem uciskanej mniejszości religijnej.”

Co do Microsoftu, to autor wspomniał oczywiście o gigantycznych problemach Microsoftu z rządem USA, problemach spowodowanych monopolistycznymi zapędami Microsoftu. Wspomina również o gównowaceniu programów pakietu office, których to programów nie można już po prostu kupić, ale trzeba mieć subskrypcję, oraz o dominacji – i tym samym nieuchronnym gównowaceniu usług, jakie Microsoft świadczy klientom biznesowym poprzez platformę Azure.

A odnośnie Hewlett-Packard przytoczona jest śmieszna historia, bo, jak wiecie, Hewlett-Packard twierdzi, że drukarki HP po prostu nie mogą używać tuszu tańszego niż 10000zł za litr. A nie mogą tańszego tuszu używać, bo HP do wkładów z tuszem wkłada chipy i programuje drukarkę, żeby nie działała jak nie ma chipów. Ale w pandemii były jaja, bo z ograniczeniami produkcji i transportu, HP skończyły się chipy to tuszu, więc musiał zacząć sprzedawać tusze bez czipów a następnie poinformować klientów jak zhakować drukarkę, żeby oryginalny tusz HP działał. Dosłownie wysyłali klientom instrukcje na piśmie, jak krok po kroku zhakować drukarkę.

Tak sobie teraz myślę, że wspomnę jeszcze o perypetiach projektantów gier komputerowych z firmą Unity Technologies, producenta czegoś, co się nazywa silnik gier i, z tego co się doczytałam jest kodem gry komputerowej, odpowiedzialnym za interakcje pomiędzy elementami gry. Ten silnik Unity jest – a raczej był – popularnym narzędziem projektantów gier komputerowych, dopóki firma Unity Technologies nie stwierdziła, że zarabia za mało kasy i od teraz nie tylko będzie się płacić za ten silnik Unity, ale również będzie się płacić podatek od sprzedanych gier. Co ważne, Unity Technologies nie zaoferowała, że będzie zwracać pieniądze developerom, których gry, stworzone przy użyciu silnika Unity, się nie sprzedają. Zainteresowana była li i jedynie podatkiem od gier, które się sprzedają. To trochę tak, jakby producent młotka oczekiwał opłaty za sprzedaż każdego przedmiotu zrobionego przy użyciu tego młotka. To przecież nie ma sensu. Ale, mówimy tu o fazie 3 gównowacenia, więc CEO Unity Technologies, po tym jak się projektanci gier zbuntowali, z oburzeniem stwierdził, że on chce tylko współuczestniczyć w sukcesie gier, stworzonych przy użyciu Unity.

To zjawisko, w którym właściciele platform czy technologii online oczekują, że im się będzie płacić nie przy zakupie produktu, ale przy każdej okazji zastosowania produktu w jakikolwiek sposób, podczas gdy produkt znajduje się w posiadaniu właściciela platformy czy technologii, nazywa się technofeudalizmem i zostało doskonale opisane w wydanej po polsku książce Technofeudalizm, autorstwa Yanisa Varoufakisa, do której zalinkuję w notatkach i którą gorąco polecam.

A co do gównowacenia – przynajmniej 1/3 książki to opis tego jak większość rzeczy we współczesnym świecie obraca się w kupę gówna. Autor skupia się przede wszystkim na technologii, ale wspomina również amerykańską hodowlę drobiu, która również zmieniła się w gówniany system eksploatujący hodowców drobiu, z których kasę wyciąga garstka korporacji zajmujących się sprzedażą piskląt oraz skupem i przetwórstwem wyrośniętych kurczaków.

Na koniec wspomnę jeszcze o zjawisku, które Doctorow nazywa twiddling, co można na język polski przetłumaczyć jako kombinowanie albo manipulowanie cenami, dostępnością usług, produktów czy treści, wynagrodzeniem pracowników i innymi elementami łańcucha dostarczania usług internetowych. Na przykład, platformy mogą podnosić ceny dla klientów na podstawie danych z telefonów, ukrywać wyniki wyszukiwania jakiegoś produktu lub usługi albo zmieniać stawkę wynagrodzenia pracowników.

Tu za przykład podawany jest Uber, którego apka „widzi” poziom naładowania baterii w telefonie użytkownika i jeśli ta bateria jest bliska wyczerpania, podwyższa temu użytkownikowi opłatę za przejazd. Ponadto algorytm Ubera dynamicznie zmienia wysokość wynagrodzenia kierowców na podstawie zachowań kierowców – np. oferując niższe stawki kierowcom, którzy akceptują każde zlecenie, bo algorytm postrzega tych kierowców jako wystarczająco zdesperowanych aby zgodzić się na głodowe stawki. I teraz tak, zgodnie z prawem pracy, różna płaca za tę samą pracę jest nielegalna, ale Uber tłumaczy się, że nie jest pracodawcą, ale platformą dla samozatrudnionych, co zwalnia go z obowiązku przestrzegania prawa pracy. Generalnie, chodzi tu o to, że kierowcy nie podpisują umowy o pracę, ale logują się do apki i to, jak twierdzi Uber oraz inne zgównowacone platformy, sprawia, że Uber nie jest odpowiedzialny za łamanie prawa. Bo jak prawo jest łamane przez apkę, to nie jest to łamanie prawa, tylko używanie apki.

Jeśli chodzi o zatrzymanie procesu gównowacenia, Doctorow podaje kilka przykładów w których udało się tego dokonać, ale generalnie nie jest zbyt optymistyczny. Jako lewak upiera się, że to rządy – jak na przykład Unia Europejska – powinny wprowadzać regulacje aby walczyć z technofeudalizmem i zapobiegać gównowaceniu.

W końcowych rozdziałach książki autor pisze, jak to rządy oraz ponad-rządowe, nie wybrane demokratycznie organizacje, takie jak Unia Europejska, powinny zacząć wprowadzać antymonopolowe prawa i regulacje, co ma zatrzymać ekspansję gównowacenia technofeudalizmu. Wybitnie schizofrenicznym elementem tu są zawarte w pierwszych rozdziałach książki opisy, jak to wzrost władzy i wpływów technofeudalistów był bezpośrednim następstwem działalności rządów, które aktywnie wspierały technofeudalistów. Tak więc, Doktorow oczekuje, że instytucje, które dopuściły do tego, że świat zmienił się w kupę gówna, nagle założą aureole i anielskie skrzydła i zupełnie altruistycznie oraz z wysoką etyką i zamiłowaniem do praw konsumenta, wezmą i nas z tej kupy gówna magicznie wyciągną.

To, z czego naprawdę się uśmiałam, to z zachwytów Doctorowa nad działalnością administracji Bidena, która to rzekomo, zażarcie walczyła o prawa konsumenta poprzez wprowadzenie dyrektywy promującej przywrócenie konkurencji w 72 sektorach. Strategicznie autor nie wspomina o inflacji, otwarciu granic czy zarżnięciu małych firm przez administracje Bidena, co pozwoliło na dalszą ekspansję technofeudalizmu. Za to, wg Doctorowa, Trump jest zły, bo na inauguracji jego prezydentury byli technofeudaliści, jak Bezos, Musk czy Zuckerberg.

Interesującym rozwiązaniem zaproponowanym przez autora jest wymuszenie na gigantach technologicznych interoperacyjności usług, czyli sytuacji, kiedy użytkownik nie traci nic, przenosząc się z jednej platformy – np. z FB na inną – np. na X, albo ze środowiska Windowsa do, powiedzmy Linuxa. Ma to być osiągnięte poprzez zmianę podejścia do zarówno świadczenia usług cyfrowych jak i do prywatności użytkowników. W wizji Doctorowa platformy takie jak, powiedzmy, FB mają stać się pośrednikami w świadczeniu usług a nie, jak ma to miejsce obecnie, mieć wpływ na to, jak te usługi są świadczone. Czyli Facebook przestałby być platformą na której ma się konto i na której publikuje się treści i stałby się platformą na której ma się konto, poprzez które publikuje się treści z niezależnego od FB serwera. A jeśli użytkownik chciałby zamknąć konto na Facebooku i przenieść się na inną platformę, to musiałby tylko dostać plik ze swoimi danymi – postami, zdjęciami, znajomymi, obserwowanymi stronami i przenieść ten plik na tę inną platformę. Ten plik z danymi należałby do użytkownika i FB nie miałby dostępu do tego pliku po przekazaniu go użytkownikowi. Takie podejście ułatwiłoby również egzekwowanie nowych zasad, bo użytkownik nie musiałby – jak to obecnie ma miejsce – udowadniać, że platforma, powiedzmy, Facebook, ukradła mu dane, bezpodstawnie usunęła konto, czy też uniemożliwiła przeniesienie się na inną platformę. Wystarczyłoby, aby użytkownik pokazał, że nie dostał pliku z danymi po tym, jak tego pliku zażądał.

Nie wiem na tyle dużo o technologii internetowej czy też o zarządzaniu danymi, aby wiedzieć na ile wykonalne jest takie podejście, niemniej, brzmi ono zachęcająco. Z tego co pisze Doctorow, jest ono obecnie stosowane na platformie Mastodont, która jest po prostu zbiorem serwerów do których użytkownicy mogą dołączać i które mogą opuszczać jeśli im się nie podoba. Czyli, wygląda na to, że da się coś takiego zrobić, choć nie może być wątpliwości, że opór zgównowaconych technofeudalistów będzie znaczny.

W książce Enshittification poruszane są również inne zagadnienia – jak rola związków zawodowych oraz samych użytkowników – np. w kontekście opuszczania środowiska Appla czy Windowsa i przenoszenie się na Linuksa, no ale te zagadnienia sobie odpuszczę, bo i tak za dużo gadam.

I to tyle, jeśli chodzi o streszczenie książki Enshittification autorstwa Cory’ego Doctorowa. Trochę się rozgadałam, ale mam nadzieję, że nie było nudno.

Następnym razem planuję streścić książkę Binary autorstwa Zacharego Elliotta, w której obalane są, jeden po drugim, mity promowane przez kult transizmu.

A na razie, dziękuję za uwagę i do usłyszenia za dwa tygodnie.

Dziękuję


Fatalne warunki pracy dla Amazona

Yanis Varoufakis „Technofeudalizm: co zabiło kapitalizm”

Discussion about this episode

User's avatar

Ready for more?