WOKiEm
Streszczenia WOKiEm
Wojna o naukę
0:00
-32:31

Wojna o naukę

Streszczenie książki The War on Science pod redakcją Lawrence’a Kraussa

TL;DR

→ Postmodernizm, neomarksizm, woke’izm i transgenderyzm zdominowały uniwersytety i instytucje do tego stopnia, że niemal niemożliwe jest wyrażanie poglądów niezgodnych z tymi ideologiami

→ Naukowcy i wykładowcy albo są cenzurowani, albo sami się cenzurują (żeby nie stracić pracy/finansowania/reputacji), co uniemożliwia przeprowadzanie badań/publikację wyników a nawet nauczanie konceptów niezgodnych z głównonurtową narracją lewaków

→ Szczególnie utrudnione jest badanie jakichkolwiek zagadnień związanych z inteligencją, płcią, rasą i pochodzeniem etnicznym, włączając w to badanie różnic pomiędzy płciami lub odmiennymi rasowo/etnicznie populacji


Transkrypt poniżej


Dzień dobry,

Witam w 47 odcinku Streszczeń WOKiEm, podkastu w którym streszczam to, czego nie mogę przetłumaczyć.

Dziś, zgodnie z zapowiedzią, streszczę wydaną we wrześniu tego roku książkę The War on Science, która jest zbiorem esejów dotyczących katastrofalnego wpływu woke’izmu na funkcjonowanie wyższych uczelni i nauki w ogóle. Esejów jest 17, autorów – naukowców – jest 23 a pośród autorów są takie sławy jak biolog Richard Dawkins, psycholog Steven Pinker, matematyk Alan Sokal, psycholog Gad Saad, chemik Anna Krylov, socjolog Alice Sullivan czy biolog Nicholas Christakis.

Jeśli obserwujecie mnie na X to wiecie, że opinie na temat tej książki mam mieszane. A jeśli nie mnie obserwujecie, ale temat wydaje wam się na tyle interesujący, że chcielibyście wyrobić sobie własne opinie to zapraszam na streszczenie książki The War on Science.

Jak już wspomniałam, książka The War on Science jest zbiorem esejów na temat woke’izmu w nauce i szkolnictwie wyższym. Książka podzielona jest na 5 części. Każda część zaopatrzona jest wstępem autorstwa fizyka Lawrence’a Kraussa, który jest również edytorem całego zbioru esejów.

Pierwsza część, zatytułowana Free Speech, Victimhood, and Ideology, czyli Wolność słowa, ofiaryzm i ideologia, przedstawia ogólny zarys ideologii woke i jej wpływu na szkolnictwo wyższe, oraz na naukę, w szczególności na nauki ścisłe. W tej części znajduje się esej Richarda Dawkinsa, zatytułowany Scientific Truth Stands Above Human Feelings and Politics, czyli prawda naukowa czy też fakty naukowe są ważniejsze niż polityka i uczucia ludzi.

W tym eseju Dawkins porównuje łysenkizm, który, zakładam w Polsce jest znany każdemu, ale który, jak się wydaje na Zachodzie, podobnie jak, powiedzmy Hołodomor czy Katyń, pozostaje całkowicie lub niemal całkowicie nieznany. Więc Dawkins porównuje łysenkizm do transgenderyzmu i przedstawia obie koncepcje jako, zasadniczo, identyczne. Tak jak, w latach 40 ubiegłego wieku, Łysenko, wspierany przez Stalina, odgórnie oświadczył, że genetyka czy chromosomy nie istnieją i są wymysłem żydowskich kapitalistów, tak współcześnie transgenderyzm odgórnie stwierdza, że płeć to społeczny konstrukt i dlatego kobiety mają penisy. Dawkins wprawdzie nie wspomina kto dokładnie wspiera transgenderyzm, tak jak łysenkizm wspierał Stalin, ale tłumaczy pokrótce korzenie transgenderyzmu, odwołując się do postmodernistycznych teorii, twierdzących – bez absolutnie żadnych podstaw naukowych – że rzeczywistość nie istnieje i wszystko jest konstruktem społecznym. Nie ukrywam, że czytając ten esej nieco raził mnie brak nawet najmniejszej wzmianki o tym, co dokładnie umożliwiło sukces transgenderyzmu w szkolnictwie wyższym – a było to finansowanie uniwersytetów przez zboczonych miliarderów udających kobiety. O czym mówiła Jenifer Bilek w swojej książce Transsexual, Transgender, Transhuman, do której to książki streszczenia zalinkuję w notatkach do tego odcinka. Brak tego wytłumaczenia raził mnie, gdyż z eseju Dawkinsa wynika, że całe wydziały pełnych cnót uniwersytetów zostały w jakiś magiczny sposób przejęte przez totalitarną ideologię, tak jak sowiecka nauka została przejęta przez łysenkizm. Tyle że w stalinowskiej Rosji każdy naukowiec, który nie podporządkował się woli Stalina lądował w gułagu – o czym Dawkins nie omieszka wspomnieć. Ale, milczeniem pomija powody, dla których zachodni naukofcy bezkrytycznie przyjęli trangenderyzm. A powodem tym jest chęć awansu, utrzymanie posady i, ogólnie, postrzeganie własnych potrzeb jako ważniejszych niż naukowa misja szukania prawdy. No, ale Dawkins o tym nie pisze, bardziej lub mniej świadomie, sugerując, że krytyka transgenderyzmu jest jakimś gigantycznym aktem odwagi, porównywalnym z obaleniem stalinizmu. Co – mnie przynajmniej – w eseju raziło. Bo, jakby nie patrzeć, możliwość braku awansu czy też utraty pracy na wyższej uczelni ma się nijak do realnej perspektywy śmierci w gułagu czy w stalinowskich katowniach. Niemniej, Dawkins upiera się, że tzw. pracownicy naukowi – których praca dosłownie polega na poszukiwaniu prawdy – potrzebują jakiejś straszliwej odwagi, żeby tej prawdy poszukiwać i odrzucić postmodernistyczne urojenia.

Oczywiście w podsumowaniu eseju Dawkins nawołuje naukowców do tego, żeby znaleźli w sobie tę odwagę i oparli swoje dociekania naukowe na rzeczywistości a nie na postmodernistycznych teoriach à la Łysenko. Niestety, bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy naukofcy, którzy dla własnego zysku odwrócili się od nauki, powinni dalej móc uprawiać zawód naukowca. Podobnie bez odpowiedzi pozostaje pytanie co dokładnie robił Dawkins w 2010, 2012 czy 2015 roku, kiedy krytykowany przez niego transgenderyzm przejmował wyższe uczelnie, oraz dlaczego niewątpliwie sławny i doskonale opłacany naukowiec jak Dawkins odważył się otwarcie skrytykować transgenderyzm dopiero w 2023, kiedy to za taką krytykę nie groziła już nawet utrata konta na Twisterze/X.

Dużo lepiej czytało mi się esej Alana Sokala, którego mam nadzieję, większość z was zna. Alan Sokal to matematyk i fizyk, otwarcie krytykujący postmodernizm od lat 90tych ubiegłego wieku. Oprócz wielu osiągnięć na polu naukowym, Sokal znany jest z tzw. prowokacji czy afery Sokala, czyli udanej publikacji w 1996r celowo bzdurnego artykułu „naukowego” w postmodernistycznej publikacji „naukowej” Social Text. Ten artykuł, zatytułowany „Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce grawitacji kwantowej” napisany został jako podpucha, aby ujawnić debilność i brak rygoru naukowego postmodernistycznych „dziedzin” naukowych.

W eseju w streszczanej dziś książce, Sokal przestawia jak ideologiczne wpływy woke’izmu, korumpują proces naukowy, ograniczając wolną debatę i obiektywne badania naukowe. Przestawia to na przykładzie edytorów (niegdyś) renomowanego czasopisma Nature, którzy w 2022 roku przedstawili nowe zasady „etyczne” według których Nature ma przyjmować lub odrzucać artykuły do publikacji. Te zasady oparte zostały na przekonaniu, że celem publikacji artykułów naukowych nie jest publikacja poprawnych metodologicznie czy faktograficznie artykułów, ale ochrona praw i godności „jednostki lub grupy ludzkiej na podstawie społecznie skonstruowanych lub istotnych społecznie grup ludzkich.” Zakładam, że nie bardzo wiecie o co w tym chodzi i mogę was pocieszyć, że Sokal też nie wie i buduje swój esej wokół próby zrozumienia tych zasad etycznych. Esej jest bardzo interesujący i nie ukrywam, że chciałabym móc go przetłumaczyć w całości, ale nie mogę. I też nie chcę się nad jednym esejem rozpisywać, bo w całej książce esejów jest 17 i nie mogę się skupić tylko na jednym. Ale bardzo ogólnie, Sokal odwołuje się do Johna Stuarta Milla, który – słusznie – twierdził, że cenzura opinii, nawet błędnych, hamuje postęp nauki i narusza prawa tych, których celem jest dążenie do prawdy. Mówiąc w ogromnym skrócie, chodzi tu o to, że jeśli, powiedzmy, ty, słuchaczu masz rację, to masz prawo do tego, aby wiedzieć, dlaczego masz rację i dlatego masz prawo do słuchania błędnych opinii, które następie obalasz, opierając się na faktach i racjonalnej debacie, co umożliwia ci upewnienie się, że masz rację. Jeśli natomiast racji nie masz, to jest twoim prawem, aby twoja błędna opinia została poddana racjonalnej debacie, co umożliwi ci pozbycie się tej błędnej opinii. Jeśli zaś chodzi o godność, którą, wg magazynu Nature, narusza się poprzez np. publikacje badań pokazujących, że otyłość ma negatywne skutki zdrowotne, to naruszaniem godności otyłych jest „ochrona” otyłych przed poznaniem wyników tych badań. Jeśli traktujemy otyłych jako myślących, posiadających sprawczość ludzi, to musimy umożliwić im poznanie tego typu badań, żeby sami otyli mogli podjąć decyzję, czy chcą być otyli, czy nie. Jeśli uznamy badania nad otyłością za stygmatyzujące, to traktujemy otyłych jak durne dzieci i na dodatek wychodzimy z założenia, że otyłość to coś stygmatyzującego.

Kolejnym esejem jest tekst historyka Nialla Fergusona, który jest znany polskim czytelnikom, jako autor książki „Cywilizacja. Zachód i reszta świata”. Ferguson opisuje wydarzenia na niemieckich uniwersytetach w latach 30 ubiegłego wieku, pokazując, że wykształcenie nie chroni przed ekstremizmem a wręcz przeciwnie. Zwraca uwagę na to, że niemieccy akademicy masowo zapisywali się do NSDAP i przyklaskiwali Hitlerowi. Te wydarzenia Ferguson porównuje ze współczesnym antysemityzmem na kampusach uniwersyteckich, pokazując, że zarówno prawicowy jak i lewicowy totalitaryzm na wyższych uczelniach prowadzi do tego samego – upadku nauki i tryumfu ideologii. Autor zauważa również, że przed ideologicznym przejęciem niemieckich uniwersytetów przez nazizm, niemieccy naukowcy byli wysoko cenieni na całym świecie, zdobywali nagrody Nobla a niemiecka akademia kwitła. Podobnie sytuacja ma się pośród współczesnych amerykańskich naukowców, którzy, podobnie jak niemieccy naukowcy z lat 30 ubiegłego wieku, zamiast zajmować się nauką, zajmują się ideologiczną krucjatą na rzecz dominującego światopoglądu.

Eseju Gada Saada nie będę streszczać, bo napisał zasadniczo to samo, co w streszczanej jakiś czas temu książce „The Parasitic Mind”, czyli że uniwersytety zarażają studentów pasożytniczymi ideami.

Ostatnim esejem części pierwszej, jest napisany przez chemik Annę Krylov i statystyka Jaya Tanzmana tekst o cenzurze w badaniach naukowych. Bardzo miłym dla mnie akcentem było rozpoczęcie eseju cytatem z Marii Skłodowskiej Curie „Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć”. Poza wywoływaniem we mnie patriotycznych uczuć, autorzy podają przykłady współczesnej cenzury na uniwersytetach – przykłady od których, nie ukrywam, włos się na głowie jeży. Oczywiście, piszą o wspomnianym wcześniej cenzurowaniu publikacji badań w imię „praw i godności jednostki lub grupy ludzkiej”. Zaznaczają, że ten typ cenzury oryginalnie indukowany był przez działalność głównie internetowych aktywistów – tak trans jak i woke w ogóle, a następnie, z obawy przez internetową nagonką, czasopisma naukowe same zaczęły unikać publikowania tzw. niepoprawnych politycznie badań. Innym typem cenzury jest samo-cenzura naukowców, którzy albo nie podejmują badań w kontrowersyjnej dziedzinie, żeby nie zrujnować sobie kariery, albo wycofują publikację swoich badań, bo dochodzą do wniosku, że wyniki ich badań są wykorzystywane przeciwko wspieranej przez nich „sprawie”, albo nie publikują badań, bo wyniki są niepoprawne politycznie. Innym rodzajem cenzury jest niezatrudnianie naukowców z niepoprawnymi politycznie poglądami, co automatycznie uniemożliwia im pracę naukową.

Jak prawdziwi naukowcy, Krylov i Tanzman, usiłują dociec, czy taka cenzura faktycznie przynosi jakieś pozytywne efekty czy nie. Niestety, nie są w stanie tego ustalić, bo nikt nie przeprowadza tego typu badań, gdyż woke-naukowcy doszli do wniosku, że woke podejście do nauki jest najlepsze na świecie i działa tak doskonale, że w ogóle wcale nie trzeba tego pozytywnego efektu udowadniać. I to właśnie podejście – jako nienaukowe – krytykują Krylov i Tanzman, co moim zdaniem pokazuje, jak, nazwijmy to, nietypowy sposób podchodzenia do świata trzeba mieć, żeby być naukowcem. Bo dla mnie – normalnego człowieka – oczywistym jest, że cenzura w nauce nie powinna mieć miejsca. A dla naukowców zarówno to jak i każde inne stwierdzenie, nie jest oczywiste, dopóki nie zostanie udowodnione w badaniach naukowych.

Druga część książki opisuje ideologiczną korupcję dyscyplin naukowych i jest, nie ukrywam, trochę przerażająca, bo dwa z trzech esejów w tej części dotyczą biologii i medycyny. Trzeci esej, autorstwa matematyka Johna Armstronga, dotyczy dekolonizacji matematyki i byłby prześmieszny, gdyby nie opisywał prawdziwych wydarzeń na wydziałach matematycznych.

Armstrong zaczyna swój esej od przedstawienia jak różnorodna rasowo, etnicznie i kulturowo jest matematyka, która nie dość, że nie pochodzi z Europy, to jeszcze różne jej elementy, włączając w to zero i cyfry arabskie, stworzone zostały przez Hindusów, Persów czy Arabów – zdecydowanie nie-białych i nie-Europejczyków. Niemniej, współczesny nurt postmodernistyczny –ponownie, nie przedstawiając na to twierdzenie żadnych dowodów – nazywa matematykę rodzajem kolonialnej przemocy i promuje coś, co się nazywa etnomatematyką. Ta etnomatematyka ma studiować tubylcze podejścia do matematyki, jednocześnie krytykując racjonalne i abstrakcyjne podejście kolonialnej i przemocowej matematyki europejskiej, która, wg woke matematyków, tubylcza nie jest nawet w Europie. Więc, przy tym eseju się trochę pośmiałam, ale przy następnych dwóch już nie.

Pierwszy z tych dwóch esejów napisany został przez biologów ewolucyjnych Jerry’ego Coyne’a i Luanę Maroję i traktuje o efektach ideologii woke na badania biologiczne. Efekty te są wybitnie negatywne, gdyż woke’izm zasadniczo uniemożliwia jakiekolwiek badania nad płcią, rasą, inteligencją a nawet ewolucją, zwłaszcza nad ewolucyjnie wykształconymi zachowaniami czy, bardziej ogólnie psychologią ewolucyjną. Ponieważ założenie woke’izmu jest takie, że wszelkie różnice pomiędzy ludźmi czy grupami ludzi są wynikiem ciemiężenia i przemocowej opresji patriarchatu, białej supremacji czy kolonializmu, nie jest możliwe zdobycie jakichkolwiek funduszy czy zgody komisji etycznej na badanie różnic w inteligencji, zachowaniu, fizjologii, psychologii czy w sumie czegokolwiek pomiędzy płciami, rasami czy grupami etnicznymi. W rezultacie nie są możliwe badania nad, np., chorobami typowymi dla jednej z płci albo dla konkretnych grup etnicznych, nad różnicami w efekcie jakichś terapii w zależności od płci, rasy czy pochodzenia etnicznego, podobnie jak nie jest możliwe nawet stworzenie jednopłciowej grupy badawczej, bo wg. woke’izmu płeć to społeczny konstrukt i jak mężczyzna chce uczestniczyć w badaniach, powiedzmy, endometriozy, to jak najbardziej może.

Drugi z przerażających esejów napisany został przez psychiatrę, Sally Satel i traktuje o woke anty-rasizmie w medycynie. Satel zaczyna swój esej od opisania kancelu, którego doświadczyła po tym, jak w czasie wystąpienia w szkole medycznej Yale, mówiła o uzależnieniach i o tym, że uzależnienie nie jest problemem systemowym, ale problemem jednostek i że ważnym elementem leczenia uzależnień jest wzięcie przez uzależnionego odpowiedzialności za własne zdrowie i przyszłość. Okazało się, że odpowiedzialność za własne zdrowie jest – zgadliście już? – kolonialną przemocą białej supremacji i że Satel po prostu nie ma wstydu i sumienia, krytykując uzależnione ofiary przemocowego systemu. Po tym wstępie następuje opisanie obecnej sytuacji w szkołach medycznych, gdzie studenci, zamiast uczyć się o anatomii, fizjologii czy o profilaktyce, uczą się jak to straszliwie rasistowska i przemocowa jest medycyna, bo zajmuje się leczeniem pacjentów a nie uzdrawianiem całego systemu opresji i niesprawiedliwości społecznej. Efekty takiego kształcenia już są widoczne w Ameryce: rezydenci odmawiają leczenia pacjentów o prawicowych poglądach politycznych, w czasie COVIDa priorytetowo traktowani byli nie pacjenci z grup ryzyka, jak starsi ludzie, tylko czarnoskórzy pacjenci, bo celem leczenia nie było leczenie, ale wyrównanie niesprawiedliwości społecznych. Innym przykładem takiej woke medycyny są badania chorób genetycznych, występujących np. pośród czarnoskórych pochodzenia subsaharyjskiego. Przeprowadzanie takich badań uznawane jest za rasistowskie, pomimo ewidentnego udziału genetyki w etiologii tych chorób.

Trzecia część książki zajmuje się analizą wpływu woke biurokracji na badania naukowe i wyższe szkolnictwo ogólnie. W pierwszym eseju w tej części chemik Geoff Horesman opisuje swoje doświadczenia z woke biurokracją na jednym z kanadyjskich uniwersytetów. W imię promowania DIE, czyli diversity, inclusion equity, czyli różnorodności, inkluzywności i równoważności, uniwersytet ten postanowił zatrudnić naukowca tubylczego pochodzenia, czyli naukowca będącego północnoamerykańskim Indianinem. To zadanie okazało się niemożliwe, bo w całej Kanadzie nie było północnoamerykańskiego Indianina, który jest jednocześnie profesorem chemii i szuka pracy na tym konkretnym uniwersytecie. Był jeden profesor chemii, który był zainteresowany tą pozycją, ale niestety, ten profesor był czarno- a nie czerwonoskóry i w rezultacie nie zatrudniono nikogo, jednocześnie dyskryminując rasowo czarnoskórego profesora chemii. I to wszystko, oczywiście, w imię sprawiedliwości społecznej.

Autorem drugiego eseju jest Alessandro Strumia, profesor fizyki, który stracił pracę w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN, gdyż poproszono go o zbadanie dyskryminacji kobiet w fizyce a on – przemocowo i patriarchalnie – po zbadaniu danych statystycznych, odkrył, że współcześnie w fizyce dyskryminowani są mężczyźni a nie kobiety. To stwierdzenie oburzyło woke-naukowców, zwłaszcza, że nie mogli oni obalić wyników uzyskanych przez Strumia, bo jego dane były niepodważalne a analiza przeprowadzona dokładnie i bez błędów. Dlatego woke-naukowcy przeprowadzili kampanię pisania listów do CERN i w tych listach opisywali jak straszliwie skrzywdził ich wynik badania, pokazujący, że mężczyźni są dyskryminowani w fizyce. Ponieważ dyrekcja CERNu też jest woke, Strumia został zwolniony a listy 2370 naukowców, którzy stanęli w obronie Strumii, zostały starannie zignorowane przez woke osoby dyrektorsko naukofcze. Bo, wiecie, walka z patriarchatem jest ważniejsza niż fakty.

Trzeci esej w tej części napisany został przez małżeństwo: onkologa Rogera Cohena i jego żonę, profesora prawa, Amy Wax. Jeśli obserwujecie mnie na X to wiecie, że oprócz przeczytania The War On Science, wybrałam się również na premierę tej książki, na której występowała też Amy Wax i, powiem wam, że ta babka po prostu wymiata. Nie wiem, czy to dlatego, że jest Amerykanką, czy też dlatego, że jest prawnikiem, ale tak pięknie i porywająco mówiła o wolności słowa i o tym, jak rujnujemy przyszłość naszych dzieci poddając się woke’izmowi, że cała sala biła brawo i wiwatowała. No i jako jedyna z obecnych pani Wax zdawała się podchodzić poważnie do tematu. Np. Dawkins tak trochę protekcjonalnie i bufoniasto, wiecie, jak to Dawkins, ą/ę i ł przedniojęzykowozębowym na dodatek, opowiadał o woke’iźmie w nauce, że ten woke’izm jest taki głupi, a on Dawkins jest taki mądry i tu on nam zaraz opowie anegdotkę o woke’iźmie na uniwersytecie, ale w ogóle to uniwersytety są wspaniałe i wcale nie należy ich zamykać ani wprowadzać żadnych regulacji, bo akademicy są strasznie mądrzy i prawi i pełni cnót i normalnie sami naprawią te uniwersytety. Oczywiście Dawkins ani słowem nie wspomniał, że uniwersytety miały ponad 30 lat, żeby się same naprawić i jakoś się im nie udało. A Wax mu na to, że tu nie chodzi o uniwersytety ale o studentów i ich przyszłość i o całe społeczeństwo i że to nie jest zabawna anegdotka, tylko poważna sprawa. No i wszyscy jej brawo bili a Dawkinsowi nie. I nie ukrywam, że to był fantastyczny moment, bo po ponad godzinie ą i ę ten bufon Dawkins już chyba wszystkim zaczął działać na nerwy.

Ale, wracając do eseju. Zasadniczo w eseju mowa o tym, że wszystkie interwencje w medycynie powinny być rygorystycznie badane, testowane i oceniane pod kątem skuteczności, wskazań i efektów ubocznych każdej interwencji. A interwencje woke – takie jak parytety płciowe czy rasowe, rasowa segregacja lekarzy i pacjentów, treningi różnorodności, że o wszystkich interwencjach w medycynie trans nie wspomnę – żadne z tych interwencji nie są badane w żaden sposób, tylko biurokraci i teoretycy woke a priori i ex cathedra stwierdzają, że te interwencje są skuteczne i przynoszą korzyść. W rezultacie szkoły medyczne wypuszczają w świat lekarzy, którzy nie są w stanie odpowiedzialnie praktykować medycyny, mają większe ryzyko popełnienia błędów medycznych a w rezultacie tego prawdziwi ludzie mogą naprawdę umrzeć i to jest prawdziwa tragedia woke w medycynie.

Czwarta część książki zajmuje się transgenderyzmem w nauce. Jak wiecie, od lat publikuję na ten temat na WOKiEm, więc nie będę się tu rozgadywać, zwłaszcza że współautor jednego z esejów, filozof Alex Byrne był również autorem rozdziału o etyce w raporcie HHS, a właśnie o etyce w „medycynie” trans traktuje jego esej w streszczanej dziś książce. Współautorem tego eseju jest bioetyk Moti Gorin, który, jak się podejrzewa, również współpracował przy raporcie HHS, ale w przeciwieństwie do Byrna, Gorin nie przyznał się do tego otwarcie.

Drugi esej w tej części książki napisany został przez profesor pedagogiki Judith Suissę i socjolog Alice Sullivan. O ile Suissy nie znam tak dobrze, to Sullivan uwielbiam. Ona jest trochę jak nasza Katarzyna Szumlewicz – jej specjalnością jest analiza wyssanych z palca przez woke aktywistów danych, w szczególności danych demograficznych – np. od chyba jakichś 5 lat publikuje krytyczne analizy ostatniego cenzusu w UK, który zamiast płci zbierał dane o tożsamości płciowej. Wynikiem tych analiz był tzw. raport Sullivan, który doprowadził do podjęcia przez brytyjski Sąd Najwyższy kontroli postępowania brytyjskiego urzędu statystycznego. W 2022 Sąd Najwyższy orzekł, że zadane w cenzusie pytanie o tożsamość płciową zamiast płci było bezprawne i nakazał urzędowi statystycznemu re-ewaluację danych oraz dokładne zbieranie danych o płci w przyszłości.

W eseju historia z cenzusem jest wspomniana w kontekście problemów, jakich doświadczyła Sullivan w pracy po tym, jak zaczęła krytykować transaktywizm w cenzusie. Ogólnie esej traktuje o ideologicznym przejęciu uniwersytetów przez transizm i o negatywnym wpływie tego zjawiska na jakość zarówno zbieranych danych, jak wyników analizy tych danych. I w sumie więcej nie będę się rozgadywać, bo słuchacze Streszczeń WOKiEm na pewno wiedzą o co chodzi, a i tak już gadam za długo, a jeszcze chcę trochę pomarudzić na treść esejów w ostatniej, piątej części książki, która poświęcona jest rozważaniom na temat tego, jak wyższe uczelnie i naukę można naprawić.

Esejów w części piątej jest cztery. Napisane zostały przez geofizyka Doriana Abbota, psychologa Stevena Pinkera, socjologa Nicholasa Christakisa i psychologa Richarda Reddinga. Każdy jeden z tych esejów jest w zasadzie o tym samym: akademicy są wspaniali i pełni cnót, większość urzędników na wyższych uczelniach jest wspaniałych i pełnych cnót, są nieliczne czarne owce, ale wszyscy są tak wspaniali, że zaraz te czarne owce wyłapią, tylko najpierw muszą sobie przypomnieć, że w nauce chodzi o poszukiwanie prawdy i obiektywność, a nie o utrzymanie posady i awans. No i takie to właśnie pitolenie o Chopinie, jakie ma miejsce od ponad 30 lat i nic się nigdy nie zmienia. Żaden z esejów nie podaje przekonujących powodów czy też dowodów, na podstawie których można byłoby nabrać pewności, że coś się jednak zmieni, no, ale trudno się temu dziwić, bo wszyscy eseiści chcą utrzymać pracę, dostać awans czy też emeryturę, więc nie jest w ich interesie zamykanie wyższych uczelni, prawda?

Ogólnie, moje wrażenie po przeczytaniu książki jest takie, że wyższe uczelnie i ośrodki badawcze są tak zarażone ideologią woke, że nie są już w stanie spełniać swoich funkcji. Obecnie ich działalność przynosi więcej szkód niż korzyści – czego najlepszym dowodem jest transgenderyzm i tragiczna sytuacja w medycynie oraz szkolnictwie medycznym. Uważam, że wszystkich naukowców powinno się zwolnić, wszystkie szkoły wyższe i ośrodki badawcze zamknąć a następnie zacząć całe przedsięwzięcie od nowa, włączając w to ponowny nabór wszystkich pracowników naukowych, urzędników, dyrektorów i sekretarek pewnie też. Nadzór nad odbudową tych instytucji należy powierzyć naukowcom, którzy mieli na tyle kręgosłupa moralnego, że doświadczyli kancelu czy utraty pracy. A Dawkins powinien się trzymać z daleka od całego przedsięwzięcia bo swoim dotychczasowym postępowaniem pokazał, że kręgosłupa moralnego nie ma, bo od lat mógł stanąć w obronie systematycznie kancelowanych porządnych naukowców ale siedział cicho, dopóki się nie zmieniły trendy kulturowe. A teraz się mądrzy i puszy, jakby był jakimś obrońcą pod Termopilami czy czymś.

No, i to tyle co miałam do powiedzenia na temat książki The War On Science. Następnym razem najprawdopodobniej streszczę wydaną w listopadzie tego roku książkę Pornocracy, napisaną przez Jo Bartosch i Roberta Jessela. Książka ta traktuje o tym, w jaki sposób przemysł pornograficzny wpływa na współczesny świat. Inna opcja, jaką rozważam, to streszczenie 3 dniowej konferencji poświęconej cenzurze w nauce, ale to ponad 18 godzin wystąpień, dyskusji panelowych i pytań, więc nie wiem, czy się wyrobię i czy w ogóle mi się będzie chciało streszczać tak gigantyczny materiał. Zobaczymy.

A na razie, dziękuję za uwagę i do usłyszenia następnym razem.


Streszczenie książki “Transsexual, Transgender, Transhuman” autorstwa Jennifer Bilek:

https://wokiem.substack.com/p/transseksualny-transpciowy-transludzki

Śladem pieniędzy – wywiad z Jennifer Bilek

https://wokiem.substack.com/p/sladem-pieniedzy

Streszczenie książki “The Parasitic Mind” autorstwa Gada Saada

https://wokiem.substack.com/p/pasozytniczy-sposob-myslenia

Raport HHS, rozważania etyczne:

https://wokiem.substack.com/p/raport-hhs-1315-rozdzia-13-rozwazania

Podsumowanie raportu HHS

https://wokiem.substack.com/p/leczenie-dysforii-pciowej-u-dzieci

Discussion about this episode

User's avatar

Ready for more?