WOKiEm
Streszczenia WOKiEm
Szukając normalności
0:00
-34:06

Szukając normalności

Streszczenie książki Searching for Normal autorstwa Sami’ego Timimi

TL;DR

→ współczesny model zdrowia psychicznego nie jest oparty na żadnych obiektywnych miarach, badaniach, testach i nie ma oparcia w solidnych, powtarzalnych wynikach badań naukowych

→ leki stosowane w leczeniu zdrowia psychicznego mają porównywalność efektywność co placebo jednocześnie mając dużo więcej efektów ubocznych

→ wraz ze wzrostem badań i interwencji w celu poprawy zdrowia psychicznego, zdrowie psychiczne całych populacji się pogarsza, co wskazuje, że obecnie obowiązujący model zdrowia psychicznego nie jest przydatny a prawdopodobnie jest wręcz szkodliwy

→ musimy powrócić do postrzegania zjawisk psychicznych jako ludzkich doświadczeń, które nie wymagają dożywotniego przyjmowania leków, ale mogą być postrzegane i interpretowane w kontekście kultury i indywidualnych doświadczeń jednostki.


Transkrypt poniżej


Wstęp

Dzień dobry,

Nazywam się Magda Lewandowska i witam wszystkich serdecznie w, chyba, 55 odcinku Streszczeń WOKiEm, podkastu w którym streszczam to, czego nie mogę przetłumaczyć.

A to, co mogę przetłumaczyć publikuję albo na substacku, czyli blogu WOKiEm, do którego linkuję w każdym odcinku tego podkastu, albo na moim koncie na X, do którego również linkuję w notkach do każdego odcinka podkastu.

Dziś zgodnie z zapowiedzią streszczę książkę „Searching for Normal”, czyli Szukając normalności, autorstwa Sami’ego Timimi. Książka ta została wydana w marcu ubiegłego roku. Nosi podtytuł A New Approach to Understanding Mental Health, Distress and Neurodiversity, czyli nowe podejście do rozumienia zdrowia psychicznego, dystresu i neuroróżnorodności, co doskonale podsumowuje o czym ta książka jest.

Sami Timimi, autor streszczanej dziś książki, jest brytyjskim psychiatrą dzieci i młodzieży, psychoterapeutą oraz badaczem naukowym. Jest autorem całej masy artykułów naukowych badających zagadnienia zdrowia psychicznego, głównie dzieci i młodzieży. Jest również autorem 8 książek i współautorem 4, wszystkich dotyczących zdrowia psychicznego i neuroróżnorodności. Z tego, co rozumiem, żadna publikacja Sami’ego Timimi nie została przetłumaczona na język polski. Wydaje mi się, że kiedyś słyszałam a może czytałam dr Tomasza Witkowskiego, wspominającego o Samim Timimi, ale nie mogłam znaleźć takiej wypowiedzi, więc może być, że mi się coś źle zapamiętało. Więc może być tak, że Timimi w ogóle nie jest w Polsce znany.

Niemniej, jeśli patologie przemysłu zdrowia psychicznego wydają wam się interesującym tematem, zapraszam na streszczenie książki Searching for Normal autorstwa Sami’ego Timimi

Różnica pomiędzy zdrowiem fizycznym i psychicznym

Sami Timimi zaczyna książkę Searching for Normal od porównania rozwoju i efektów współczesnego podejścia do zdrowia fizycznego oraz do zdrowia psychicznego. Zauważa, że w odniesieniu do zdrowia fizycznego postęp w medycynie, różnego rodzaju programy badań przesiewowych, nowe protokoły leczenia i nowe sposoby podejścia do leczenia spowodowały dramatyczną poprawę wszelkich miar zdrowia fizycznego, jak wzrost przeżywalności noworodków, ograniczenie występowania czy poważnych efektów wielu chorób, niemal całkowitą eliminację niektórych chorób, ogólny wzrost skuteczności leczenia, spadek efektów ubocznych leczenia itd. Rozumiem, że wielu słuchaczy może się oburzać na te efekty uboczne, ale nie mówimy tu o efektach ubocznych współczesnych leków, ale o porównaniu efektów ubocznych oraz skuteczności współczesnych leków oraz „leków” z okresu, powiedzmy Średniowiecza, kiedy leczenie polegało na upuszczaniu krwi czy spożywaniu jakiś magicznych konkokcji.

Jednakże, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne, sprawa wydaje się wyglądać odwrotnie. W miarę „postępu” psychiatrii i psychologii, w miarę postępu w „leczeniu” i „diagnozowaniu” chorób psychicznych, zdrowie psychiczne ludzkości coraz bardziej się pogarsza.

Ponieważ temat zdrowia psychicznego jest bardzo złożony, a współczesne, przemysłowe podejście do tego zagadnienia rozwijało się i ewoluowało przez dziesięciolecia, Timimi przeprowadza swoje poszukiwania normalności poprzez analizę serii węższych zagadnień, które rozwija jedno po drugim w rozdziałach streszczanej dziś książki. Struktura większości rozdziałów jest taka, że na początku Timimi opisuje jednego z pacjentów, którymi zajmował się na przestrzeni niemal 3 dekad pracy klinicznej, następnie opisuje różne podejścia do tego typu prezentacji, od otwartego, zadającego pytania podejścia w latach 90 ubiegłego wieku, do wąskiego, kwalifikującego i nastawionego na diagnozę podejścia w latach 20 XXI wieku. Następnie autor wraca do pacjenta opisanego na początku rozdziału, przedstawiając sposób, w jaki on sam poprowadził tego konkretnego pacjenta i jaki był wynik takiego a nie innego podejścia.

W dzisiejszym odcinku, ze względu na ograniczenia czasowe, nie będę mogła streścić ”Searching for normal” rozdział po rozdziale, ale podsumuję ogólne wnioski książki, pytania, które książka zadaje oraz odpowiedzi, jakich na niektóre z tych pytań udziela.

W drugim rozdziale książki autor zadaje najważniejsze chyba pytanie, a mianowicie: czym jest zdrowie psychiczne. Okazuje się, że satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie nie ma nikt.

Nikt nie wie, czym jest zdrowie psychiczne

W przeciwieństwie do zdrowia fizycznego, zdrowie psychiczne nie jest możliwe do zmierzenia w żaden obiektywny sposób. Jeśli chodzi o zdrowie fizyczne, istnieją obiektywne metody diagnostyczne, umożliwiające precyzyjną identyfikację jednostki chorobowej – np. złamania kości typu zielona gałązka czy cukrzycy typu pierwszego, jak również precyzyjną identyfikację momentu wyleczenia jednostki chorobowej – czyli np. wygojenia się złamania, lub też precyzyjną identyfikację stanu, kiedy choroba jest dobrze lub w zadowalającym stopniu kontrolowana – np. osiągnięcia dobrej kontroli poziomu glukozy we krwi. Ponadto istnieją solidne modele jednostek chorobowych, w ramach których określona jest przyczyna patologii – np. uraz powodujący złamanie, czy zniszczenie komórek β trzustki przez, powiedzmy, układ odpornościowy chorego. Modele chorób fizycznych obejmują również przewidywany przebieg choroby, przewidywalne komplikacje choroby, uwzględniają efekty uboczne leczenia oraz możliwe sposoby leczenia w zależności od, powiedzmy, tego która kość jest złamana czy też w jakim wieku jest pacjent.

Jeśli chodzi o zdrowie psychiczne sytuacja ma się zupełnie inaczej. Nie istnieją żadne obiektywne metody diagnozy zaburzeń zdrowia psychicznego. Nie ma badań krwi, żeby wykryć depresję, czy skanów mózgu aby wykryć halucynacje. Nie jest możliwe w żaden obiektywny sposób ocenić, czy pacjentowi się pogarsza, czy poprawia, bo zaburzenia zdrowia psychicznego diagnozowane są na podstawie tego, co pacjent mówi. Więc, jeśli pacjent mówi, że, np. już nie jest smutny, nie jest możliwe aby stwierdzić, czy pacjentowi faktycznie się poprawiło, czy też po prostu nie mówi prawdy lub też nie mówił prawdy, kiedy twierdził, że jest smutny, a zaczął mówić prawdę dopiero, kiedy przyznał, że smutny nie jest.

A typ emocji o których opowiadają pacjenci yo dopiero szczyt góry lodowej, bo w diagnozach, czy też raczej „diagnozach” zaburzeń zdrowia psychicznego nie ocenia się tylko emocji, ale również np. myśli, takie jak: jestem kimś innym niż jestem, albo innej płci niż jestem, czy też do niczego się nie nadaję. Oceniane są również zachowania, jak np. odmawianie jedzenia czy milczenie, które to zachowania mogą być lub mogą nie być adekwatne do sytuacji, w której znajduje się osoba, nazywana chorą psychicznie.

W tym kontekście Timimi podaje przykład dziewczynki, która przestała jeść, pić i mówić. Ta dziewczynka została określona jako chora psychicznie. Ale, potem okazało się, że jej mama była alkoholiczką i na oczach córki próbowała popełnić samobójstwo. Ta dziewczynka tak się tym przejęła, że nie mogła spać, potem zaczęła wymiotować i ze stresu nie mogla jeść. Została przyjęta do szpitala, gdzie została otoczona odpowiednią opieką i po raz pierwszy od dłuższego czasu czuła się bezpieczna. No, ale jak tylko poczuła się lepiej, to ją ze szpitala wypisali. Więc, dziewczynka przestała jeść i pić, żeby ją znów przyjęto do szpitala oraz przestała mówić, żeby nikomu nie powiedzieć, że czuje się lepiej, bo wtedy by ją znów wypisali ze szpitala. W świetle tych informacji, ta dziewczynka nagle przestaje mieć objawy choroby psychicznej a zaczyna zachowywać się w sposób absolutnie zrozumiały i przemyślany. Można wręcz powiedzieć, że jest to zachowanie całkowicie zdrowego psychicznie dziecka, które w pro-aktywny i adekwatny dla wieku sposób próbuje rozwiązać realne problemy. Ale współczesny przemysł zdrowia psychicznego przykleił tej dziewczynce etykietkę chorej psychicznie, bo nie robiła czegoś, co jakiś tam specjalista jeden z drugim uznali, że powinna robić.

Przemysł zdrowia psychicznego

I tak właśnie, jak pisze Timimi, operuje przemysł zdrowia psychicznego. Przemysł ten, na potrzeby „diagnozy” stworzył ideologię zdrowia psychicznego, w której zdrowie psychiczne to „stan dobrostanu psychicznego, który umożliwia ludziom radzenie sobie ze stresami życia, realizowanie własnych zdolności, efektywne uczenie się i pracę oraz wnoszenie wkładu w życie swojej społeczności.” Definicja ta nie definiuje „radzenia sobie”, „stresów życia”, „realizacji zdolności”, „efektywnej pracy” ani „wkładu w życie społeczności”. Jest wielu ludzi, którzy nie pracują, nie uczą się czy też nie realizują swoich zdolności (cokolwiek to znaczy) – czy oznacza to, że ci ludzie są psychicznie chorzy? Timimi dużo pisze o tym, że ta definicja zdrowia psychicznego niczego nie definiuje i że opiera się na subiektywnych standardach, ale w sumie cała krytyka autora sprowadza się do jednego faktu: definicja zdrowia psychicznego nie pozwala w żaden sposób realnie i obiektywnie zmierzyć obecność zdrowia psychicznego lub jego brak, co czyni ją całkowicie nieprzydatną z klinicznego punktu widzenia.

I właśnie na tym braku obiektywności w ocenie zdrowia psychicznego buduje, jak to autor nazywa, mental health industrial complex, czyli kompleks psychiczno-psychiatryczno-przemysłowy, który dla ułatwienia nazywam przemysłem zdrowia psychicznego.

Głównym celem przemysłu zdrowia psychicznego jest patologizacja ludzkich doświadczeń, poprzez indywidualizację problemów psychicznych, aby sprawić, że normalne ludzkie doświadczenia, jak żal, smutek, kryzys czy dylemat moralny, postrzegane były jako indywidualne, unikalne dla jednostki patologie. Następnie te rzekome indywidualne patologie definiowane są jako „diagnozy” przy użyciu pseudonaukowego żargonu tworzonego przez rozmaite komisje – jak np. grupa robocza Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, która zaangażowana jest w tworzenie tzw biblii psychiatrii czyli tzw DSM, Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, czyli Diagnostyczny i statystyczny podręcznik zaburzeń psychicznych.

Historia przemysłu zdrowia psychicznego

Timimi początki przemysłu zdrowia psychicznego umieszcza w latach 70tych ubiegłego wieku, kiedy miał miejsce kryzys psychiatrii jako dziedziny medycyny. W tamtym okresie ujawniono nieludzkie traktowanie chorych przetrzymywanych w zakładach psychiatrycznych oraz fatalną wiarygodność diagnoz stawianych przez psychiatrów. Autor cytuje badanie 1973 r, przeprowadzone przez psychologa Davida Rosenhana, w którym współpracownicy Rosenhana udawali się do psychiatrów i symulowali objawy psychiatryczne. Wszyscy zostali przyjęci do szpitala psychiatrycznego, kiedy to, zgodnie z instrukcjami prowadzącego badania, zaczęli zachowywać się całkowicie normalnie. Pomimo braku objawów w szpitalu, wszyscy udających chorych, regularnie badani przez psychiatrów, dostali rozmaite diagnozy i leczenie, co pokazało, że psychiatrzy nie potrafią odróżnić zdrowych od chorych.

Rok później, w 1974 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne utworzyło grupę roboczą, pod przewodnictwem profesora psychiatrii Roberta Spitzera, której celem było stworzenie 3 edycji DSM. Wg Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, 3 edycja DSM miała się zasadniczo różnić od edycji 2, a różnica polegała na tym, że opisowe diagnozy z DSM-2 zastąpione zostały w DSM-3 listą objawów dla każdej diagnozy, co miało rzekomo poprawić wiarygodność i naukowość diagnoz. Timimi zwraca uwagę, że ta rzekomo wyższa „wiarygodność i naukowość” nie wynikała z dostępu do lepszej jakości badań czy nowych okryć naukowych, ale z tego, że decyzje dotyczące tych list objawów podejmowano poprzez dyskusje i głosowania profesorów, których praca naukowa opłacana była przez firmy produkujące „leki” rzekomo „leczące” rzekomo „diagnozowane” „choroby psychiczne”.

Wersja 3 DSM stała się prawdziwą żyłą złota dla przemysłu zdrowia psychicznego, bo DSM-3 znacznie zwiększył liczbę dostępnych psychiatrom diagnoz a te listy objawów pozwoliły na łatwiejszą identyfikację “przypadków”. To właśnie DSM-3 stworzył podstawę do masowej medykalizacji wszelkiego rodzaju objawów psychicznych, gdyż nagle diagnozowanie stało się prostsze i bardziej powtarzalne.

Jednocześnie pojawiła się w psychiatrii koncepcja „nierównowagi chemicznej” w mózgu, która nie była oparta na żadnych dowodach jakiegokolwiek rodzaju, ale umożliwiła przedstawianie objawów psychicznych jako chorób mózgu, np. niedoboru dopaminy czy serotoniny, oraz sprzedaż leków, żeby te rzekome niedobory wyrównać. Pierwszym takim lekiem był wprowadzony na rynek w 1987 r Prozac, promowany jako antydepresant, korygujący “niski poziom serotoniny” w mózgu, pomimo tego, że brak było jakichkolwiek dowodów naukowych na istnienie tego niskiego poziomu serotoniny w przebiegu zespołu objawów, postrzeganych jako choroba depresja.

Prozac sprzedawał się doskonale, więc firmy farmaceutyczne dalej inwestowały w „badania” nad rozmaitymi innymi „chorobami” wynikającymi z „nierównowagi chemicznej”. Tak właśnie „odkryto” a raczej ściągnięto z sufitu ADHD.

ADHD

Początki „diagnozy” znanej współcześnie jako ADHD datują się do 1902 roku, kiedy to brytyjski pediatra Frederick Still opisał grupę dzieci wykazujących nadmierną aktywność, wiercenie się, słabą zdolność do utrzymania uwagi oraz coś co zostało wówczas nazwane “defektami moralnej kontroli” i było opisywane jako okrucieństwo, zazdrość czy nieuczciwość. W 1937 r. amerykański psychiatra Charles Bradley przypadkowo odkrył, że amfetamina, sprzedawana wówczas jako lek pod nazwą handlową Benzedrine, poprawia zachowanie, koncentrację i wyniki szkolne u grupy dzieci z uszkodzeniami mózgu. W latach 60, po tym jak pojawiła się moda na naukowe wychowywanie dzieci, min dlatego, że pojawiły się pralki, odkurzacze, lodówki, supermarkety i wysoka stopa życiowa klasy średniej, co sprawiło, że matki nagle miały dużo, dużo więcej wolnego czasu, bo nie musiały ręcznie prać, codziennie chodzić na targ czy robić przetwory na zimę, a dzieci nie musiały pomagać w domu tyle, ile musiały pomagać wcześniej. Więc, nagle, zupełnie, rozumiecie z niewiadomych powodów pojawiły się u chłopców objawy, wyobraźcie sobie, nadpobudliwości i niespożytej energii. I te objawy zostały, co na tym etapie już chyba nie dziwi, opisane jako jednostka chorobowa, początkowo „zaburzenie impulsu hiperkinetycznego”, następnie jako „hiperkinetyczną reakcję dzieciństwa”, potem jako „zaburzenie deficytu uwagi” a następnie, pod koniec lat 80tych XX wieku, jako „zaburzenie deficytu uwagi z nadpobudliwością”, czyli po angielsku „attention deficit hyperactivity disorder”, czyli ADHD. Następnie, od lat 90 XX wieku, lista objawów tej „diagnozy” była systematycznie rozszerzana, wiek pierwszych „objawów” podwyższany i w rezultacie, to 2013 roku, kiedy ukazał się DSM-5, ADHD przestało być rzadką diagnozą stawianą chłopcom, a stało się diagnozą obejmującą dorosłe kobiety w średnim wieku a celem stawiania tej „diagnozy” przestało być leczenie, a zaczęło być sygnalizowanie wyjątkowości, unikalności i wrażliwości „zdiagnozowanych” jednostek.

W podobny sposób autor przedstawia rozwój współczesnych „jednostek chorobowych” „diagnozowanych” przez psychiatrów i psychologów. Depresja, zaburzenie afektywne dwubiegunowe, zaburzenia lękowe, OCD, zaburzenia osobowości, zaburzenia odżywiania no i oczywiście wszystkie rodzaje tzw neuroróżnorodności, podobnie jak ADHD, nie mają żadnego oparcia w obiektywnych badaniach. Modele rozwoju i diagnozy tych zaburzeń są wyssanymi z palca pseudonaukowymi hipotezami, których nie da się w żaden sposób ani potwierdzić ani obalić. Efektywność „leczenia” opartego na tych modelach jest porównywalna do efektywności placebo z taką różnicą, że długoterminowe skutki uboczne „leków” są dużo gorsze niż placebo, włączając w to, jak to ma miejsce w przypadku niektórych antydepresantów, zwiększanie ryzyka popełnienia samobójstwa u chorych „leczonych” na depresję.

O autyzmie i neuroróżnorodności nie będę się tutaj rozgadywać, bo mówiłam już o tym streszczając książkę The Age of Diagnosis, do którego streszczenia zalinkuję w notatkach. Ale chciałabym wspomnieć o halucynacjach słuchowych, czemu Timimi poświęca cały rozdział, tłumacząc jak kultura warunkuje interpretację normalnych psychologicznych zjawisk.

Słyszenia glosów

Autor opisuje przypadek 16 letniego chłopca, który miał trochę problemów wychowawczych, palił marihuanę, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach stał się ofiarą napaści ze strony innych uczniów w szkole, a następnie, niemal zaraz po napaści zaczął słyszeć głosy. Początkowo był to tylko jeden głos, który ten chłopak zidentyfikował jako głos swojego nieżyjącego dziadka. A ponieważ dziadek był niemiłym człowiekiem, ten głos był bardzo krytyczny. Inny głos był kobiecy a kolejny męski. Ze względu na obawy dotyczące zdrowia psychicznego i ogólnie stres, chłopak zaczął mieć problemy ze snem i wrócił do palenia marihuany, żeby ułatwić sobie zasypianie. Głosy się nasilały i w końcu chłopak zaczął mieć myśli samobójcze. Wysłał swojemu znajomemu pożegnalną wiadomość. Znajomy zaalarmował matkę chłopca a ta zabrała go do psychiatry – Timimi.

Timimi nie zdiagnozował u chłopaka schizofrenii, ale zaczął z nim rozmawiać. Po głębszej analizie okazało się, że chłopak słyszy głosy przede wszystkim w stresujących sytuacjach. Autor tłumaczy, że słyszenie głosów jest uważane za objaw szaleństwa w kulturach Zachodu, ale nie w innych znanych mu kulturach. Podaje przykłady tradycji i kultur, gdzie słyszenie głosów postrzegane jest jako coś może nie typowego, ale nie patologicznego. Jako coś, co po prostu zdarza się niektórym ludziom i tyle. Okazuje się, że słyszenie głosów zdarza się 3-10% populacji i jest na tyle częstym zjawiskiem, że istnieje nawet międzynarodowy ruch słyszenia głosów, z angielska zwany Hearing Voices Movement, którego celem jest nie farmakologiczna pomoc ludziom doświadczającym zjawiska słyszenia głosów ale również rozmaitych wizji, ale ogólne wsparcie w zrozumieniu doświadczanego zjawiska i adaptacji do niego.

A tym chłopakiem skończyło się tak, że on, można powiedzieć, zaprzyjaźnił się z głosami, które słyszał, przestał martwić się, że mu rozum odbiera, przestał palić marihuane i w miarę jak obniżał mu się poziom stresu oraz intoksykacji, głosy ustępowały. Obecnie wracają wyłącznie wtedy, kiedy ten, dorosły już mężczyzna doświadcza stresu, co stało się dla niego miernikiem poziomu akceptowalnego i nie-akceptowalnego stresu w codziennym życiu.

Kulturowe uwarunkowanie ideologii zdrowia psychicznego

To, o czym Timimi pisze dużo to koncepcje zdrowia psychicznego w nie-amerykańskich kulturach. Za przykład podaje tu Łotewskie „nervi”, czyli coś w rodzaju nerwów, o których, jak pisze autor, przed zalaniem łotewskiej psychiatrii amerykańskimi importami, rozmawiało się na co dzień i które służyły jako zrozumiały dla wszystkich sposób ujmowania zjawisk psychologicznych. Np. pytano, jak pani nerwy, albo mówiono, że trzeba uspokoić nerwy, albo że coś nie jest dobre na nerwy. Całą łotewską koncepcję „nervi” zbadała i opisała antropolog Vieda Skultans, zwracając uwagę na to, że rozmowa o „nervi” w komunistycznej Łotwie była swego rodzaju kulturowo akceptowaną rozmową o efektach sowieckiej opresji. Ale po, jak to Timimi nazywa, kolonizacji łotewskiej psychiatrii konceptami amerykańskiego przemysłu zdrowia psychicznego, „nervi” wyleciały ze słownika i zostały zastąpione, np. maskowaną depresją, która, żeby zostać zdiagnozowana, musi być dostrzeżona przez psychiatrę u pacjenta, który nie prezentuje się z objawami depresji, ale psychiatra po prostu wie, że ta depresja tam jest, a nie widać jej, bo się pacjent maskuje.

Maskowanie

W ogóle o tym maskowaniu autor pisze niemal w każdym rozdziale, przedstawiając koncepcję maskowania jako najnowszy wynalazek przemysłu zdrowia psychicznego, umożliwiający zdiagnozowanie niemal każdego zaburzenia zdrowia psychicznego u dowolnego pacjenta, poprzez określanie tego zaburzenia jako maskowane. Mamy więc maskowaną depresję, maskowane ADHD a nawet maskowany autyzm, który polega na tym, że ten autyzm jest, ale go nie widać, bo się autystyk maskuje i dlatego dobrze funkcjonuje w społeczeństwie i nawet sam nie wie, że ma autyzm, dopóki mu tego autyzmu nie wykryje psychiatra – nie na podstawie obiektywnych badań klinicznych, ale na podstawie, jak się zdaje, gnozy.

Ogólnie muszę przyznać, że książka Timimi mnie pozytywnie zaskoczyła, zwłaszcza jeśli chodzi o jawnie wyrażane sympatie autora z koncepcjami żywcem wyjętymi z postmodernistycznych ideologii, włączając w to odwołania do Michela Foucaulta, którego prace stworzyły podwaliny pod współczesny kult tęczowej mafii. Ale, okazuje się, że oprócz obsesji dotyczącej związków prawdy, władzy i seksualności, Foucault nawet dość rozsądnie pisał o patologiach psychiatrii w latach 70 XX wieku i do tych prac właśnie odwołuje się Timimi. Co do innych postmodernistycznych ideologii Timimi dużo pisze o kolonializmie w kontekście dominacji narodowych kultur przez amerykańską ideologię przemysłu zdrowia psychicznego. Nie ukrywam, że na tym etapie samo słowo „dekolonizacja” działa mi na nervi, ale w ujęciu autora ta koncepcja naprawdę ma sens i całkowicie zgadzam się z jego postulatami, aby dokonać dekolonizacji psychiatrii czyli zakończyć światowa dominację amerykańskiej maszyny do masowej produkcji chorych psychicznie na przemysłową skalę i wrócić do postrzegania zjawisk psychicznych – takich jak emocje na przykład – jako zwykłego doświadczenia normalnych, zdrowych psychicznie ludzi.

I to tyle jeśli chodzi o streszczenie książki Searching for Normal autorstwa Sami’ego Timimi. Timimi pisze bardzo treściwie, więc musiałam, niestety, pominąć sporo poruszonych przez niego wątków, no ale mam nadzieję, że udało mi się mniej więcej z grubsza przedstawić istotę argumentu autora.

Ponieważ ostatnimi czasy na blogu WOKiEm tłumaczyłam dużo materiałów o mężczyznach, problemach mężczyzn i męskim punkcie widzenia, oraz ponieważ już jesteśmy w temacie psychologii, myślę sobie, że następnym razem streszczę książkę Lisy Marchiano „Motherhood” czyli macierzyństwo, która patrzy na bycie mamą z punktu widzenia psychoanalitycznej archetypowej podróży bohatera a raczej – ponieważ mówimy o mamach – bohaterki. No, chyba że, jak to się czasem zdarza, wpadnie mi w ręce coś innego.

A na razie, dziękuje za uwagę i do usłyszenia za dwa tygodnie.

Dziękuję.


Streszczenie książki The Age of Diagnosis

Dyskusja o tym odcinku

Awatar użytkownika User

Gotowy na więcej?